piątek, 22 marca 2013

Rozdział III - Szlaban.

- Panna Granger? - zapytał chłodny głos.
Milczałam. Ledwo dyszałam. Bałam się jak nie wiem. Podniosłam głowę i spojrzałam na ciemną postać. Czarne, tłustawe włosy, długi, przekrzywiony nos, czarna peleryna. I ten arogancki wyraz twarzy. Dobrze, że miałam pelerynę niewidkę, ale mimo to, czułam wzrok profesora na swoim ciele. A więc wrócił z wakacji.
- Panno Granger, proszę się nie wygłupiać.
Poruszyłam się lekko. Oczy skierowałam na czarne, wypastowane buty nauczyciela.
- PANNO GRANGER. - Snape podniósł głos. - Proszę wstać.
'' Czy on widzi przez peleryny? '' - zapytałam sama siebie w duchu. Wstałam, trzymając mocno peleryne.
- Granger, widzę Cię.
'' Ja pierdole. '' - pomyślałam. Jak to możliwe?
- Myślisz, że nie widzę, że trzymasz szatę wyjściową, na dodatek męską, na głowie?

NOSZ KURDE!

To dlatego widziałam mniej, niż przed laty. Widziałam tylko przez koronki. Jakie to żałosne.
- Jakie to żałosne. - powiedział Severus Snape. Co dziwne, właśnie to samo pomyślałam.
- P-p-profesorze, ja...
- Nie musisz się tłumaczyć, Granger. - przerwał mi natychmiast. - Wiedziałem, że tu będziesz.
- J-jak to ? - wyjąkałam.
- Tak się składa, że trochę wiem o młodzieży w tej szkole. To takie.. - tu się zatrzymał. - podniecające, chodzić po błoniach w nocy z szatą podejrzewam Pana Pottera na głowie, oj tak. Tylko to również cholernie dziecinne, a przecież, jesteśmy już dorośli, nieprawdaż? - zapytał wykrzywiając wargi w lekki uśmieszek.
- Oczywiście, profesorze Snape, dziecinne, jesteśmy również dorośli. Nie wiem jak mam to panu wytłumaczyć. - powiedziałam wyniośle, lecz z ' gracją '. Ściągnęłam również ten płaszcz.
- Szlaban Panno Granger. - powiedział natychmiast.
- C-c-co?!
- Mięso druzgotka. Oczywiście, że szlaban.
- Na brode Merlina. - powiedziałam spuszczając głowę. - A takie mam pytanie, profesorze... - powiedziałam, gdy Snape kierował się do zamku.
- Tak, panno .. - wycedził.
- Granger. - dokończyłam, a on podniósł jedną brew. - Czy widział pan może jeszcze kogoś chodzącego z płaszczem na głowie?
- Nie. Ale widzę, że z kimś miałaś spotkanie.
- Możliwe.
- Tylko tyle Ci powiem, że najwyraźniej Draco Malfoy popsuł Ci dzisiejsze spotkanie.

CO?!

- Przepraszam, co?
- Tyle, jest noc Granger, nie byłoby mnie tu, gdyby nie wiadomość Dracona. Dobranoc, Granger, radzę Ci wracać do dormitorium.
- Oczywiście, panie Profesorze. A kiedy ten szlaban? - krzyknęłam za Severusem.
- Jutro o 19, bądź punktualnie. - On nie usiał krzyczeć. Jego głos usłyszałabym z oddali.
Tak naprawdę zdziwiło mnie, że nie był na tyle chamski. I tak targała mnie złość.

Malfoy.

Ten Draco, który zapewniał, że mnie kocha, noc temu, gdy doznawałam z nim ekstazy. Nie wiem czy tego chciałam. Były momenty, kiedy chciałam i byłam z tego zadowolona. Niestety, bardzo rzadko w tym dniu. Tylko wtedy, kiedy dał mi szanse, że żadna różnica, że mnie nie cierpiał. A teraz? Chciał mnie po prostu wyśmiać. Nie dość, że upokorzyło mnie to, że zamiast peleryny wzięłam płaszcz wyjściowy Harry'ego. To takie dziecinne i .. głupie. Nie chciałam wracać do dormitorium. Usiadłam po drzewem. Szara pogoda nocna zmusiła mnie do zamknięcia oczu. Po prostu - z przyzwyczajenia. Czułam coraz większy chłód. Chłód idący nie od wiatru, lecz od środka. Od serca zmrożonego Malfoy'em. Rozmyślałam, przez długi czas, nasłuchując szumu jeziora i śpiewu potworów morskich. Chyba zasnęłam. Nie chyba, tylko tak.

***

- Miona? Miono... - zapytał mnie cichy, tak znany mi głos. Ktoś gładził mnie po czole. Odgarniał brązowe kosmyki z mojego czoła. Czułam na sobie oddech tego ktosia. Leżałam na czyiś kolanach. Powoli odchylałam powieki.
Zobaczyłam nic. Dosłownie. Ciemną, czarną ściane. Po prostu.
Mimochodem widziałam bladą dłoń krzątającą się wokoło mojej burzy włosów.
- Hermiono.. - pieścił me uszy ten rozkoszny głos. Taki... przesłodzony... ale umiarkowany.

Niezwykły.

- Słucham? - powiedziałam siląc się na uśmiech. Nie mogłam otworzyć oczu bardziej, niż teraz. Nie widziałam twarzy człowieka, ani nic w pokoju, oprócz sufitu.
- Mionko, śpij. Śpij.
- Nie, nie chcę. - wychrypiałam. - Chcę wiedzieć gdzie jestem. Proszę.
- Nie musisz.. - powiedział głos gładząc mój policzek.
- Ale chcę...
- Nie, poddaj się pokusie i zaśnij.
No i znów zasnęłam. Boże, ale ze mnie idiotka!

***

Obudziłam się na zimnej, marmurowej podłodze. Wstałam. No tak.. Przed sobą miałam portret chrapiącej
Grubej Damy. Uśmiechnęłam się do siebie. Ciągle słyszałam ten głos, taki miły, ciepły.
'Nie musisz..' - co to miało znaczyć? To bardzo dziwne, bo nigdy nie słyszałam tego głosu. Może i był trochę znajomy, no, ale ten pokój? Naprawdę? To żałosne. Idiotyczne. Dziecinne. To musiał być sen. Po prostu, byłam tego pewna. Spojrzałam na obrazy, spały. Było ciemno, lecz pochodnie świeciły mimochodem.
Spojrzałam na moje ubranie - byłam tak samo ubrana, jak wcześniej. Nic nadzwyczajnego. Ciekawa byłam też, która jest godzina. Nie mogłam tutaj sobie leżeć. Podeszłam do portretu chroniącego wieży Griffindor'u.
- Gruba Damo? - szepnęłam.
Kobieta wzdrygnęła się i otworzyła oczy.
- Wiesz, która jest godzina? - zapytała donośnie.
- Nie, nie wiem, z kąt taka myśl? - zapytałam złośliwie.
- Nie ważne, nie będę pytała. Hasło?
- Hasło to w dupę Cię trzasło. - powiedziałam dla śmiechu.
- HASŁO. - powiedziała podniesionym głosem.
- W porządku, tylko się droczę, nie musisz podnosić głosu. - bąknęłam przerażona, że zaraz przyleci tu kotka Filch'a. Mimo, że miałam już skończone 17 lat cholernie bałam się woźnego. Zwłaszcza tej podłej kotki. - Masło maślane. - szepnęłam i weszłam przez dziurę portretu do pokoju wspólnego.
Ognisko się żarzyło. Przypomniałam sobie, jak kładłam tu czapki i skarpety. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Ciepło buchające z kominka ogrzało mój wewnętrzny chłód. Nie wiedziałam tylko, co tak naprawdę zrobiłam. Czy spałam pod portretem całą noc, czy jednak ten sufit był tylko snem?
Usiadłam na fotelu i nabrałam sporo powietrza, po czym wypuściłam je głośno. Spojrzałam na stolik.
Leżały wypracowania z OPCM. Jak to ja, stwierdziłam, że je przeczytam.


''Zaklęcie patronusa jest trude do wycarowania. '' - pierwsza linijka wypracowania Ronalda. Ani akapitu i w dodatku literówki. On to jest naprawdę... - westchnęłam i sięgnęłam po pióro.
" Zaklęcie patronusa jest trude do wycarowania. ''
''  Zaklęcie Patronusa jest trudne do wyczarowania. '' - poprawiłam.
Przeczytałam i poprawiłam całe sześć cali wypracowania, ponieważ wiedziałam, że Ron chciałby być aurorem, a pisanie wypracowań nie było jego najlepszą umiejętnością. Spojrzałam na pergamin Harry'ego.
'' Gdy czaarrujesz patronusa to coś innego niż tylko czar. '' - To zdanie w ogóle nie ma sensu.
Poprawiałam aż do świtu. Nie poszłam do dormitorium. Usnęłam półgodziny przed nadejściem pierwszych współlokatorów.
- Boże, która.. goooo...dziii...na! - wrzasnęłam.
Rozbawiona Ginny siedziała przede mną.
- Spokojnie, dziś sobota. Czemu nie byłaś w dormitorium? - zapytała z zaciekawieniem.
- No, pisałam wypracowanie dla twoich ... dla twojego brata i Harry'ego.
Ruda wybuchnęła płaczem.

Kurva.

5 komentarzy:

  1. Kiedy następne ? To jest wyjebiste wkosmos chce wiecej !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. A i zapraszam do mnie ;p http://potterrowskie.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. ten wyżej dobrze gada polać mu ! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki, naprawdę :>. I wpadnę na bloga :3 .

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj tak, oj tak xd
    Pfff ... co ten Draco odwala ? ;d
    Nie no i tak go kocham ;3
    Idę czytać dalej ;p

    OdpowiedzUsuń