- GINNY?! - krzyknęłam, a moim oczom ukazała się Ginny. Ginny Weasley. Moja ' przyjaciółka ', która nie mówi mi o wszystkim. Stop. Mówi o niczym ważnym. Ta sama, co chodzi z Zachariaszem, ta sama, która została wydziedziczona przez Rona.
- GINNY! - krzyknęłam.
- Co ? - zapytała postać. Ruda postać.
- Ty ... Co ty w ogóle wyprawiasz?! - jęknęłam.
- Bo.. Ja ... Nie wytrzymam!
- Mów.
- Nie powiem... Nie wszystko.
- To czekam na co najmniej połowę.
- Ćwiartkę.
- No dobrze, ćwiartkę. - zgodziłam się.
- No więc... Nie pozwolę Ci odebrać mi Harry'ego.
- CO?! - krzyknęłam. - Ja ? Harrego? Coś ty ! - Nie mogłam tego zrozumieć.
- Tak, jasne! On ciągle się za tobą ogląda.. W każdym razie, Ronald jest tobą zainteresowany.
- Fajnie. Ja nie koniecznie.
- Chciałam... Żebyś zajęła się Ronem i zostawiła Pottera w spokoju! - ryknęła.
Przyjrzałam się dziewczynie, mrużąc oczy. Widziałam nie tylko blask jej oczu, ale i zarys sylwetki. Taka szczupła. Taka.. piękna. A ja? Kujonka. Ginerwa miała więcej chłopaków niż ja pomnożonych razy 5 lub nawet 10... To smutne, że do swojej kolekcji chciała mieć Wybrańca, mojego przyjaciela, na którego z resztą nakrzyczałam. Zaraz...
- A co z Zachariaszem? - zapytałam obserwując czujnie iskierki w jej oczach.
- A on.. To już przeszłość. - powiedziała wachając się lekko.
- Nie to mówiłaś mi tych wakacji. - powiedziałam sprytnie.
- No może takk.
- Cytuję. - podniosłam głos. - Słuchaj, Zach to zupełnie co innego niż Michael czy Dean!
- No tak, ale ..
- Co, ale?
- Z Deanem nam nie wyszło, tak?
- No tak.
- To niby miało mi z Riaszkiem coś wyjść?
- No raczej. - powiedziałam siadając na łożu.
- No to się myliłaś. - krzyknęła.
- Gin, ty mówiłaś, że chcesz być matką jego dzieci!
- Bo chciałam! - żachnęła się.
- Ginny, ty... nie rób tego. - powiedziałam ostrożnie.
- Czemu? Cieszyłaś się, że jestem zajęta, czy tak?!
- Nie! Ginny, on.. nie jest dobrym facetem. Przekonałam się dziś z rana. Czy to o Pomylunie było prawdą?
- Możliwe. - powiedziała łamiącym się głosem.
- Gin, prawda?
- Tak. Ale .. liczyłam, że...
- Cichoo! Ginny, coś słyszę! - pisnęłam, a dziewczyna natychmiast podbiegła do mnie i złapała mnie mocno za dłoń.
Słyszałam kroki, ciężki tupot znanych mi buciorów.
- Myśl, Crabbe! Myśl! - syknął jakiś dziewczęcy głos. - Zapomniałam, że ty nie myślisz, głąbie.
- Ej, Pansy, nie zapominaj po co tu jesteśmy! - krzyknął głos, na który zdrętwiały mi nogi.
Draco...
- Pamiętam Draco. - odpowiedział pośpiesznie ten straszny głos dziewczyny, przypominający teraz przeterminowanego żelka.
- Więc się nie wtryniaj, tylko pomyśl, pomyśl do cholery!
Po pewnym czasie dziewczyna odparła ;
- Draconie, to nie działa!
- W takim razie musi ktoś tam być.. hmmm.. - powiedział szeptem chłopak i zbliżył się instynktownie bliżej do ściany - słyszałyśmy teraz jego oddech.
- I co? Słyszysz coś? - zapytał Goyle.
- Nie, cicho bądźcie.. A co jeśli.. To co my mówimy słychać tam, a tam jest jakiś nauczyciel?
- Wątpie. McGonagall to wredna starucha. - zaszczebiotała Pansy. - Widzisz? Nie wyszła.
- Snape nie myje włosów. - zagrzmiał donośny głos Goyla.
- Sprout kiełki zjedzą. - pisnął Crabbe.
- Granger to szlama.
Zapadła cisza. Myślałam, że chłopak usłyszał bicie mego serca. Chyba się nie myliłam.
- Pansy, ty idiotko. - powiedział szybko Draco.
- Co? - zapytali jednocześnie osiłki, a Pansy chyba nie zdała sobie sprawy co mówi blondyn.
- Pasny, jesteś idiotką. - powiedział wolno i spokojnie.
- D-draco, ty chyba nie mówisz poważnie... - zapiszczała dziewczyna.
- Nie. Mówię jak najpoważniej. Crabbe, wymaż jej z pamięci nasz plan.
- Co ? Malfoy! - jęknęła prosząco Parkinson.
- Zrób to. TERAZ.
- Oblivate. - jęknął Crabbe.
- Idioto, z wyczuciem!
- Nie możemy na to pozwolić! - szepnęłam do Ginny.
- Przecież ona to wredna małpa, należy jej się, nawet od Malfoy'a. - stwierdziła Ginny.
- Jestem prefektem naczelnym! - syknęłam.
- Rób co chcesz.
Wstałam i poprosiłam Pokój Życzeń o otwarcie drzwi niepostrzeżenie. I udało się. Wyszłam.. na błonia. Zdziwiłam się. Wiatr muskał me spocone od napięcia czoło. 'Byleby dostać się na siódme piętro' - pomyślałam i pobiegłam do zamku. W strasznym stresie zdziwiłam się, gdy doszłam na korytarz siódmego piętra, ale w miejscu, gdzie zwykle pojawiał się pokój życzeń nikogo nie było. Westchnęłam głośno i podbiegłam do jakiejś wazy.
- Aguamenti. - szepnęłam. Moim oczom ukazała się srebrzysta woda w wazie. Bez skrupułów podniosłam ją i łyknęłam z niej pare obfitych łyków.
- PANNO GRANGER, CZY PANI ZGŁUPIAŁA? - zapytał donośny głos. Nie musiałam go sobie przypominać...
- Profesorze Snape. - jęknęłam. - Och, jak dobrze, że pana widzę! Malfoy, Crabbe i Goyle...
- Przestań, wszystko wiem.
- Proszę?
- Wiem wszystko. Do mojego gabinetu, już! - krzyknął i podążyłam za jego peleryną do lochów.
***
W gabinecie mistrza eliksirów było nijak. Siadając na krześle czułam pewne podniecenie. To samo krzesło było w pokoju tamtego dnia, jak .. to się stało.
Było tu nieco inaczej niż tamtego dnia - bardziej czysto. Nie walało się od moich staników, bluzek i spodni, ani od krawatów Malfoy'a. Łóżko było schowane w ścianie, widać było mugolskie sprężyny, tak dobrze mi znane. Severus usiadł na krześle wyścielonym zielonym tiulem. Ja usiadłam na zwykłym, twardy, stworzonym z czarnego drewna stołku. Widać, że nie często nasz 'nietoperz' miał gości w zamku.
- Panno Granger. - zaczął..
- Profesorze Snape, dzięki Bogu, że pan wie, więc ja mogę panu odpowiedzieć.
- Granger! Minus 5 punktów dla Gryffindoru! Nie przerywaj mi!
- Oczywiście. - powiedziałam speszona.
- A więc, wiem jedno - nie powinienem Ci mówić, że to Dracon powiedział mi o Twoim wyjściu.
Co?
Super opowiadanie , daj następne jak najszybciej <3
OdpowiedzUsuńNie no . Poprostu nie mam słów uwielbiam twoje opowiadania !
OdpowiedzUsuńJak najszybciej dawaj następne ! Czekam ; )