- Przepraszam, co ? - zapytałam siląc się na niezrozumienie. Przecież wszystko wiedziałam i rozumiałam.
- No tak, tak powiedział, po prostu. - stwierdził Ron nie patrząc mi w oczy.
- Ale o co wam chodzi? - zapytałam potrząsając znacząco głową i wykrzywiając wargi w niedorzeczny uśmieszek.
- O nic, ale to dziwne, że Malfoy się o Ciebie pyta. - powiedział Harry patrząc na Ginny, która stała przy tablicy.
- Przestań sie na nią gapić. - syknął Ron patrząc się na mnie. Parsknęłam śmiechem.
- No to jak? - zapytał Harry czerwieniąc się.
- Co jak? - zapytałam tłumiąc śmiech.
- Idziesz do Malfoy'a?
Ronald mrugnął szybko i odwrócił wzrok w inne puste miejsce.
- Po co ?
- No po to, co on chciał od ciebie. - odezwał się Ron nie spuszczając wzroku ze ściany.
- Zupęłnie nie wiem o czym mówicie, w ogóle nie wiem, co on mógłby chcieć ode mnie. - zakłamałam.
- No ja też. - powiedział Harry, ale on raczej nie kłamał. - To może ja pójdę przeczytać coś na tablicy ogłoszeń..
- Ja pójdę z tobą, nie myśl sobie. - zachichotał Ron, a potem zwrócił się do mnie.- Mam nadzieje, że Malfoy się ciebie zbytnio nie uczepi.
- Jasne, mam zamiar to wyjaśnić. .- powiedziałam i czmychnęłam przez dziurę.
Mijałam różne portrety gawędzące ze sobą wesoło. Przeszłam obok łazienki prefektów, gdy nagle.
HUK!
Dostałam otwierającymi się drzwiami z łazienki. Wylądowałam na podłodze. I ponownie moim oczom ukazał się platynowowłosy mężczyzna.
- Granger, co ty tu robisz? - zapytał wyzywającym głosem.
- Leże, nie widać ? - zaszczekałam. - Może byś tak pomógł? Dostałam od Ciebie drzwiami!
- Jasne, pewnie. - powiedział patrząc najpierw czy nikt nie idzie i pomógł mi wstać.
- Co ty tu robisz? - powtórzył.
- Szłam się z Tobą spotkać i to wyjaśnić. - zaczęłam. - Jak mogłeś pójść do Rona i Harry'ego?
- A co? Macie się ku sobie?
- Nie? - powiedziałam rumieniąc się. - Nie, wcale nie.
- To cudownie, naprawdę.
- Przestań. Przestań i powiedz o co Ci chodzi. - zażądałam.
- Chodź na błonia.
- Mam jeszcze z tobą sobie spacerować po błoniach? - krzyknęłam.
- A gdzie chcesz pogadać? Tutaj?!
- Właśnie to robimy i jakoś nie narzekam. - odpyskowałam.
- Dobra, omówmy to jasno, proszę przyjdź na błonia po ciszy nocnej.
- Mogą Cię i mnie za to wywalić, Malfoy. - powiedziałam czując narastające podniecenie.
- Nie martw się, nie zrobią tego, jeśli nie będziesz chciała, rozumiesz? - powiedział patrząc mi się w oczy.
- Jasne, dobra, zapomnij, że tu byłam, po ciszy nocnej na błoniach. - Zreasumowałam i pobiegłam do wielkiej sali.
Mało już jedzenia zostało. Mało ludzi. Nałożyłam na talerz trochę sałatki owocowej i podzióbałam w niej.
Kawałki ananasa wykrzywiały się w smutek, a wiśnie, jak oczy, świeciły się jakby od płaczu. Westchnęłam.
Chyba zaczynało mi się podobać to niecne wydarzenie. Zaczęłam nienawidzić samą siebie. Napiłam się soku z dyni i czmychnęłam na numerologie. Profesor Vector była dość surowa, ale miło powitała uczniów tylko 10 calami pergaminu powtórki na temat ''Znaczenia liczb i ich zastosowanie''. Ucieszyłam się, poniważ znam to wszystko na pamięć, wystarczyło tylko przelać myśli na papier. Później czekały mnie dwie godziny eliksirów z Profesorem Slughorn'em. Nie było źle, tyle, że Neville'owi wypaliło się denko od kociołka. Harry zbierał pochwały, mimo, że jego eliksir tojadowy nie był w ogóle do użytku. Po zajęciach nastąpił obiad. Ja, Ron i Harry ruszyliśmy z lochów enegricznym krokiem, ponieważ konaliśmy z głodu. Zasiadłam obok Seamusa i nalałam sobie zupy cebulowej do talerza. Właśnie rozkoszowałam się pieczoną grzanką, gdy Ginny krzyknęła:
- Harry Potterze!
Harry odwrócił się gwałtownie w stronę drzwi wejściowych.
- Co jest..? - zapytał cicho Ron patrząc się na mnie, jakby szukał we mnie oparcia, ale ja odpowiedziałam mu tylko kiwnięciem głowy, na wznak, że nie wiem o co chodzi.
- Jak możesz być tak podły? - krzyknęła idąc szybko w kierunku Harrego. Ron wstał i przesiadł się obok mnie.
- Ale o co....? - zanim zdążył dokończyć dostał po mugolsku, ale skutecznie, w twarz. Ruda łypnęła na mnie i na Rona gniewnie.
- Jak mogłeś?
- Ale o co chodzi? - zebrałam się na pytanie.
- Ty bezużyteczna świnio! - ryczała na Harry'ego.
Nie mogłam wytrzymać, wstałam i podbiegłam do niej. Złapałam ją za dłonie i odciągnęłam od facjaty chłopaka.
- Co ty wyprawiasz? - syknęłam.
- On.. On mnie zdradził.
Jezu.
- Wariatka. - prychnęłam puszczając jej nadgarstki.
- Co powiedziałaś? - warknęła plącząc dłonie na piersiach.
- Nawet nie jesteście razem! - krzyknęłam czujnie obserwując jej nienormalne zachowanie.
- Ach.. No tak.. racja.. Uch...
- Więc co ty wyprawiasz? - zapytałam.
- No, bo.. BO widziałam jak flirtował z Luną.
- Luną?! - podniosłam głos. - Pomyluną Lovegood?
- No tak. - siorbnęła nosem.
- To idiotyczne i niemożliwe.
- Też tak myślałam.. Jejku, Miona! - jęknęła i przytuliła się w moje ramiona.
- To nie jest normalne. - powiedziałam tuląc ją i wyszłam natychmiast z wielkiej sali.
Nie chciałam rozmawiać z Harry'm. Co mnie to w sumie kręciło? Gdyby on dowiedział się... eh.. Lekcje były wyjątkowo nieciekawe. Po raz pierwszy na historii magii nie uważałam. Byłam w szoku. Malowałam na pergaminie jakieś durne bazgroły. Omal profesor-duch nie zauważył, że nie interesuje mnie lekcja o wojnach goblinów. Czułam spojrzenie Rona na moich włosach, dlatego powstrzymałam się od wypisywania inicjałów Dracona na papierze. Harry nie czuł się chyba dobrze. Ale nie czuł się dobrze na żadnej lekcji Historii Magii. Tam w środku targały mnie emocje. Jeśli robiłam coś złego to w słusznej sprawie. I z przyjaciółmi. A teraz...
W sprawie miłości?
Nie, co to to na pewno nie. Chyba. Trudno mi się określić. Gdy usłyszałam dzwonek odetchnęłam z ulgą. Harry wybiegł natychmiast, potem Ron, a ja na końcu. Nie szliśmy już razem, jak kiedyś. Każde z nas osobno. Czułam się samotna. W pewnym momencie przestałam myśleć o Harrym, Ronie, zrozpaczonej Ginny i .. Lunie ? Teraz moje myśli były skupione na wysokim, szczupłym blondynie, o niezwykle szarych i zimnych oczach, które przy mnie stawały się takie.. kochane. W dormitorium strasznie mi się nudziło. Parvati przyglądała mi się czujnie przez długi czas, bo leżałam na łóżku i .. nie czytałam. Pisałam, malowałam serduszka na wypracowaniach. Po pewnym czasie, gdy zapadł zmierzch, Lav zapytała :
- Spotykasz się z nim?
Coś mnie ukuło... Gdzieś w okolicy mostka.
- Słucham?
- No z Draco, z Malfoy'em. - powiedziała patrząc się na mnie z lekkim uśmieszkiem.
- Widać to po twoich oczach. - dodała Parvati.
Krok 1: kupić okulary przeciwsłoneczne.
- Nie, no co wy. - powiedziałam uśmiechając się. - Ja spotykam się... z Ronem.
Lav podskoczyła.
- Z Ronem? Chodzicie ze sobą?
- Nie, jesteśmy przyjaciółmi, Lav, przecież wiesz.
- No tak..
- Idziemy razem na wiadukt, mieliśmy iść z Harrym, ale ta akcja z Ginny... - dobrze rozegrany ruch.
- No tak, nieco przesadziła, w końcu każda chciałaby być z wybrańcem. - wypaliła Pa. - Zwłaszcza, że już wszystko skończone, jest bohaterem.
- Uuu, myślałam. że jesteś na niego wściekła. - zaświergotała Lavender.
- Oh, przestań, Lav Lav. To było 3 lata temu. - odpowiedziała dziewczyna rumieniąc się.
Dziewczyny poszły już spać. Paplały jeszcze z godzinę, lub dwie. Dochodziła zerowa. Ubrałam dzinsy, bluzę, a na to bezrękawnik i schowałam różdżkę do kieszeni. Wyszłam z dormitorium zamykając powoli i szczelnie drzwi. Poszłam przed siebie do dormitorium chłopców. Otworzyłam drzwi. Zauważyłam wywalonego Deana na ziemi, chyba spadł z łóżka.Ron chrapał głośno - tak, to chrapanie znała bardzo dobrze. Podskoczyłam na palcach do kuferka Harry'ego.
Jest!
Znalazłam pelerynę niewidkę. W życiu bym czegoś takiego nie zrobiła, naprawdę! Ale okoliczności były tego warte. Zamknęłam kufer, nałożyłam na siebie pelerynę i wyszłam z dormitorium. Po chwili wyszłam też z pokoju wspólnego. Przez schody brnęłam na błonia. Nasłuchiwałam kroków ślizgona, ale nic nie usłyszałam. Nawet gdyby Irytek coś nabroił to bym tego nie usłyszała. Słyszałam tylko szum własnej krwi. Trawa przyjemnie chłodziła moje spocone łydki, od strachu i podniecenia. Kolejne spotkanie z nim. Z tym, z którym zrobiłam TO. Z tym.... śnił się przez długi czas... Wstyd się przyznać. Pragnęłam go. Pragnęłam jak nikogo innego!
ŁUP.
Upadłam na mokrą ziemie. Może i dobrze. Słyszałam głos. Twardy i zimny, ale stanowczo nie należał do Dracona.
Super opowiadanie , czekam na więcej ! ;)
OdpowiedzUsuńTo jest pierwsze takie opowiadanie xd
OdpowiedzUsuńNo chodzi mi o TAKIE, że Hermiona jest taka no xd No taka :D
Ale ... jest mega zajebiście :D
Idę czytać dalej ;p