poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział VI 'Gdy wszyscy się od Ciebie odwrócą' cz 2.

    Nie pytajcie się mnie, co zrobiłam. Sama nie wiem i nie znam wytłumaczenia na takie zdziczałe zachowanie. Pragnęłam go. Pragnęłam go jak nikt, nawet durna Pansy, która do niego zarywała od 1 klasy nigdy nie pragnęła go bardziej niż ja. Wdrapywałam się po schodach dotykając delikatnie usta. Pocałował mnie. A to był najlepszy pocałunek w moim życiu. Muszę go przeprosić. Nie - w życiu go nie przeproszę. Nie zasłużył na to. Jeśli.. Jeśli naprawdę mnie kocha ... to wróci i postara się bardziej... Chyba.
Najważniejsze jest to, bym przeprosiła Rona, w jakiś dyskretny sposób.  Nie chcę się z nim spotkać, zaraz zaczną się głupie pytania, zaraz Harry, ten durny Potter przyjdzie i będzie się patrzył na mnie w sposób, jakby chciał mnie zjeść, Ginny to zauważy i ukręci mi kark i taka będzie karma za zabicie Lavender. I tak skończy się mój żywot.
Gdy skończyłam dumać jak mam to wszystko wytłumaczyć byłam przy portrecie Grubej Damy, która patrzyła na mnie z obrzydzeniem.
- No co? Nie zapytasz się mnie o hasło? - zapytałam zirytowana.
- Nie chcę się pytać. Nie wiesz, co się dzieje w pokoju wspólnym!
- To chcę się dowiedzieć. Masło maślane, otwieraj! - zażądałam.
- Uff, to nawet dobrze, że zmieniliśmy hasło.
- CO? Nikt mi nie mówił!
- To sobie trochę poczekasz. Akurat Ginny i Harry...
- Co Ginny i Harry?! - zapytałam głośno. Zabrzmiało to, jakbym się przejmowała tymi dziadami.
- Nie ważne, zobaczyłabyś to sama, gdybyś znała hasło, panno Granger!
- Co .. Co Cię ugryzło? - zapytałam zbita z tropu.
- Nic, powinnaś przejrzeć się w lustrze i coś zrobić z tym wyglądem! Pan Filch nie będzie zadowolony.
Chwila, chwila. No tak, przecież mam mokre balerinki, włosy, rozmazany makijaż. Wyglądałam jak... jak jakaś ofiara gwałtu. Czy ja o czymś nie wiem? Czy coś kontroluję mój umysł, moją pamięć? Raczej drugi raz nie popęłniłam tego błędu i nie wylądowałam z Malfoy'em w łóżku. Mimo to czułam się już od jakiegoś czasu dziwnie. Ale co Harry i Ginny odwalali w...
- Idziesz już? - zapytał oschle obraz.
- A żebyś wiedziała - odpyskowałam i ruszyłam w stronę mojego azylu - biblioteki.

***

W bibliotece zawsze czułam się dobrze. Ale tym razem czułam wzrok pani Pince na moich .. butach?
Filch mnie zabije i da mi kolejny półroczny szlaban.. Tak na zapas, żebym się nie nudziła, latając od Snape'a do Malfoy'a... Pokazałam bibliotekarce karteczkę od profesor McGonagall, potwierdzającą to, że mogę spokojnie wejść do działu ksiąg zakazanych.
- Na jaką to lekcje, panno Granger? - zapytała cichutko kobiecinka.
- Na transmutacje. - bąknęłam cicho. - Profesor McGonagall uczy transmutacji. - odpowiedziałam pewniej.
- No tak, wiem, pracuję tu jakiś czas. - powiedziała sucho. Zdałam sobie sprawę, że w ciągu 7 lat mojej nauki słyszałam jej głos zaledwie kilka razy. - Chodzi mi o temat, transmutacja była moim ulubionym przedmiotem w hogwarcie.
W życiu nie słyszałam żeby pani Pince mówiła coś o sobie. W życiu nie słyszałam żeby mówiła cokolwiek!
- Och, próbuję objaśnić kolegom pewne tematy w transmutacji, zgłębić ich wiedzę...
- Przestań. Przyznaj się, że chcesz wykorzystać podpis Minerwy do jakiś niecnych celów, dla pana Pottera i Weasley'a.
- O co pani chodzi? - zapytałam wstrząśnięta oskarżeniami. Racja, chciałam coś wydobyć, ale nie dla tych buraków. - Jeśli Profesor McGonagall raczyła dać mi swój podpis, to znaczy, że wiedziała jaką dokładnie książkę chcę zdobyć i jakie informacje z niej pragnę zagłębić.
Pince przyjrzała mi się uważnie. Nigdy nie sądziłam, że może być dla mnie 'zagrożeniem'. Nigdy nie sądziłam, że w ogóle cokolwiek wpłynie na nią, by odezwała się do mnie bardziej niż 'Ciszej!' czy 'Proszę bardzo panno Granger, już otwieram'.
- O, witam Panno Granger, co, dziś transmutacja? - zapytała uśmiechając się lekko.


Co?!

- T...T-t-tak, Pani Pince. Zgadza się. Może pani...
- Otworzyć? Już otwieram, ach ta transmutacja ciągle cię męczy. - powiedziała dziarsko i podeszła do bramki graniczącej z działem ksiąg zakazanych.
O co tu chodzi?
- O, dzień dobry panie Malfoy. - powiedziała nie odwracając się od bramy. Jakby słyszała jego kroki. - Mamy karteczkę?
Odwróciłam się. Ujrzałam Draco. Tak, to z pewnością on. Był rozczochrany jak ja, mokry i na jego bladej twarzy pojawiły się lekkie wypieki.
- Witam, Pani Pince. - powiedział wpatrując się we mnie. - Ja dziś tylko wypożyczyć książkę do eliksirów.
- Jaką? - zapytała odwracając się.
- Eliksiry dla zaawansowanych. Nie planowałem uczyć się eliksirów w tym roku...
- Oj Dracusiu, już Ci daję! - zachichoczała Pince.
Przypatrywałam się tej scenie z lekkim uśmiechem. Stara panna Pince, najcichsza osoba którą znam, chichocze jak nastolatka przy... nastolatku.. I to najpiękniejszym, jakiego widziałam.
Zapatrzyłam się na jego szaroniebieskie oczy. Błyszczały. A jego zalotny uśmiech = wywoływał u mnie dreszcze. Włosy, ah te platynowe włosy. Aż chciałoby się je rozczochrać. Jak.. jak chmury na niebie, takie puszyste, takie prawdziwe!
- Granger, idź po swoje książki. - prychnęła bibliotekarka.
Ocknęłam się. Malfoy parsknął śmiechem. Widział to. Odwróciłam się i podbiegłam do ostatniego regału i schowałam się za nim. Wyciągnęłam kawałek pergaminu i powąchałam go. Nie wiem czemu, więc nie pytajcie. Był cały przemoczony, więc wyjęłam różdżkę i go 'wysuszyłam'. Transmutacja była moją mocną stroną, jak każda z nauk ścisłych. Gumkę do włosów zamieniłam w pióro. Zaczęłam pisać. Wiele spraw w tym tygodniu mnie dręczyło i musiałam przelać myśli na papier, skoro nie miałam komu się wygadać.


  1. Ja i Draco, romans, pocałunek, moja ucieczka. Co ze mną nie tak?
  2. Śledzący mnie Snape.
  3. Ginny obwiniająca mnie za wszystkie problemy swojego życia.
  4. Śmierć Lav Lav..
  5. Wyjazd Parvati i Padmy.
  6. Dziwne zachowanie Grubej Damy.
  7. Ginny i Harry.. no właśnie, co?
  8. Pani Pince - dziwne zachowanie.
  9. Draco wypożyczający książkę do eliksirów.. których mam go uczyć.

Odetchnęłam. Jak wylałam część swoich problemów na papier, poczułam się lepiej. Teraz tylko przeprosić Rona... Ale jak? Lepiej poszukam jakiegoś gryfona i poproszę o hasło. Wszystko lepiej wychodzi, gdy nie jest się w przemoczonych ciuchach. No i moja książka. Jeden tytuł, czy to tak wiele. Spojrzałam na listę. Ktoś wypożyczył.. Malfoy...
- Draco, czekaj! - krzyknęłam i pobiegłam za wychodzącym z pomieszczenia blondynem. 

C.D.N ..




sobota, 4 maja 2013

Przepraaaszam ! :D

Przepraszam, ale przez jakiś czas muszę przystopować, głównie dlatego, że trzeba jakoś poprawić oceny ;). I mój głupi błąd.. usunęłam pierwszy rozdział, kawałek z niego ._. Jestem wściekła. Mogę wam obiecać, a jeśli się nie wywiąże z obietnicy trzepnijcie mnie Avadą, że gdzieś tak we wtorek max. w środę pojawi się kolejny wpis :]. Przepraszam, ale .. masakra jednym słowem :D



poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Rozdział VI ' Gdy wszyscy się od ciebie odwrócą..' Cz I.

Czułam zapach przekwitających kwiatów. Był koniec września. Zaledwie kilka tygodni temu zaczęłam ten rok niefortunnie. Ale... Czemu...? Czemu ja, zabiłam Lavender? Nie chciałam... Targały mną poczucia winy. Byłam teraz bardziej nerwowa, wróciłam do 'starej' Hermiony. Hermiony, która nie lubiła ryzyka, przestrzegała zasad i bała się wielu spraw. Teraz każdy impuls światła mógł wywołać we mnie dreszcze. Każde uczucie tego, że ludzie przyglądają się mi kuło mnie niesamowicie. Leżał na mnie ciężar. Ciężar śmierci. Nie spodziewałam się, że Lavender coś powie. A już na pewno, że Lav zginie. Parvati przyglądała mi się ciężko. Straciła przyjaciółkę. Najlepszą. Próbowałam ją pocieszyć, ale każda próba kończyła się fiaskiem. Siedziałam na błoniach, pokryta trawą. Nie było mnie widać znad pożółkłych liści. Czytałam, ale tylko przelotnie, ponieważ wciąż myślałam o tragicznej śmierci Lavender. Robią dochodzenie. Znajdą mnie. WYWALĄ MNIE. Nagle ktoś wyrwał mnie z transu.
- Hermiona? - zapytał głos z oddali, jakby bał się, że wybuchnę i ugryzę.
- Tak. - powiedziałam patrząc się w przestrzeń. Próbowałam domyślić się kto to.
Osoba usiadła blisko mnie, a jej chłodne ręce oplotły moje plecy.


Draco.


- Draco? - szepnęłam.
- Cicho. Jestem tu. - powiedział. Tak instynktownie czuł, że napływają mi łzy.
Szlochałam cicho.
- Co się stało Lavender? - zapytał po dłuższej chwili.

Wiedziałam. Wiedziałam, że nie chodzi o mnie. Chodzi mu tylko o wyłowienie informacji.
- Nie wiem. - odpowiedziałam szorstko zrywając się na równe nogi. - Co cię to obchodzi? Nie lubisz jej.
- Nie wiem. - powiedział również wstając. - Narastająca ciekawość.
- Narasta to chyba guz na twojej głowie.
- Co...? - zaczął, ale nie skończył, bo rąbnęłam go 'lekką' lekturą w ten biały, wścibski łeb.
- Co ty wyprawiasz?! - syknął trąc głowę.
- Ty mały, wredny..! - ryknęłam zamachując się jeszcze raz, ale ktoś z tyłu złapał moją książkę.
Odwróciłam się gwałtownie i przyfasoliłam rudzielcowi w nos.
- Ron! - krzyknęłam. - Ron, przepraszam, naprawdę! - powiedziałam dotykając jego rozkwaszonego nosa.
- Nie ważne, Hermiono, naprawdę! - rzekł Ronald pocierając nos. - To chyba da się naprawić... Co robisz z tym bęcwałem?


KOLEJNY.

- Wszyscy jesteście tacy sami! - ryknęłam, upuściłam książkę i pobiegłam do zamku.

***
Przy drzwiach dormitorium usłyszałam szloch.
- Ti, przepraszam, to moja wina. - szepnęłam.
- Nie.. Nie twoja. MOJA. - powiedziała hinduska.
- Ja kazałam złożyć jej przysięgę!
- A ja kazałam jej od ciebie to wyciągnąć. - szlochnęła.
- Ale... Ale Pat...
- Idę do Padmy. Jutro wyjeżdżam. Nie uda mi się pozbierać. - oznajmiła.
- Ale .. Nie możesz!
- Zostaniesz z Fay w dormitorium. Po za tym ostatni rok nie jest obowiązkowy. Sama o sobie decyduję. - powiedziała i odeszła.
Usiadłam na łóżku i patrzyłam się w przestrzeń. Zamurowało mnie. Totalna załamka. Czemu... czemu to przeze mnie? Czemu ciąży na mnie poczucie winy? Czemu na Parvati też? ..
Starając się ukoić łaknące smutku sumienie udałam się gdzieś, gdzie w życiu bym nie poszła...

***
Uchyliłam drzwi, które skrzypiały niemiłosiernie. W uszach słyszałam szum wody, tryskającej z umywalki. Chłodno i wilgotno - to co lubi... Marta. To tutaj się zaczęło. Weszłam do łazienki i od razu przemoczyłam sobie balerinki do suchej nitki. Woda, wszędzie woda! Nawet na moich policzkach, jednakże ta woda nie była z kranu. Była słona, niczym łzy, ponieważ to były łzy. Podbiegłam do kabiny, przy czym towarzyszyły mi głośne pluski wody. Zatrzasnęłam drzwi i padłam na kafelki, mocząc moje cztery litery.
- Oooooo! - krzyknął ktoś głośno, a głos odbił się od kafelek z setnym echem. - Czyżbyś ktoś płakał? Czyżby była to nasza wielmożna Hemionka, która zabiła swoją przyjaciółkę?!
- MARTO! - wyszlochałam. - To TY ją zabiłaś. - wypłakałam.
- Możliwe. - wychrypiał duch, po czym wybuchnął - HERRRRRRRRRMIOOONA TO BEKSA!
Nieszczególnie mnie to wzruszyło. Jęczałam i szlochałam dalej.
- Hermiono? - zapytał głos, niczym balsam na moje uszy. - Jesteś tu?
Nie odpowiedziałam. Szlochałam w dalszym ciągu. Jęknęłam głośno. Niestety, wiedziałam kto to.
- Nie spodziewałaś się tu mnie. - odezwał się chłodny głos zza ściany od toalety.
- Pewnie, że nie. - pisnęłam. - To toaleta dla dziewczyn. - szepnęłam, wycierając łzy.
- Wiem, dlatego myślałem, że Cię tu znajdę. Przestań się na mnie dąsać. No i.. na niego też..
Oświecę was - gadałam z Malfoy'em. Ta rozmowa była tak rozkosznie dziecinna. Z mojej strony dziecinna...
- Na nikogo się nie dąsam, ośle! - krzyknęłam, a mój głos rozniósł się po placówce.
- Właśnie widzę. - zakpił ze mnie blondas.
- Odejdź, weź wyjdź ! - krzyknęłam prędko.
- Nie wyjdę, dopóki mi nie powiesz co stało się z Lavender.
- A jak Ci nie powiem?
- To..
- To co?!
- To cię pocałuję.

CO? CO to w ogóle miało znaczyć?!

- Co? Odejdź. - powiedziałam zszokowana.
- Nie. - rzekł stanowczo.
- Nie żartuję - idź.
- Ja cię kocham!
Dopiero teraz zauważyłam, że Marta przestała śpiewać i przyglądała nam się z taką czułością.
- A .. Ja cię nie. - stwierdziłam po sekundach namysłu.


Nastała chwila ciszy.

Nagle gwałtownie Dracon wziął sytuacje w swoje... usta? Pocałował mnie. Tak jak sobie wyśniłam!
Tak jak w śnie! Tak cudownie, tak.. ROMANTYCZNIE, z takim uczuciem. Przerwał i spojrzał mi w oczy.
- Nic? - zapytał patrząc się na mnie oczami szczeniaczka, które.. raczej nie były dla zabawy.
- Nic. - powiedziałam ze skamieniałą twarzą, wstałam i wymaszerowałam z łazienki.

Co ja do cholery zrobiłam ?!



poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Rozdział V ''Co przydarzyło się Lav Lav.'

- Lavender! - krzyknęłam oskarżycielsko. Ta senna chwila przyjemności prysnęła jak bańka mydlana. Bardzo realistyczna bańka mydlana. - Czemu mnie obudziłaś?
- Nie wiem. - powiedziała wzruszając ramionami. - Czemu spałaś?
- Co?! - parsknęłam. - To odciągające od tematu pytanie jest żałosne.
Lavender usiadła na moim łóżku po turecku, zasłoniła kotarę i zaczęła płakać.
- Lav, co jest? - powiedziałam siadając. Patrzyłam się na nią uważnie.
- N.. nic.. - siorbnęła nosem. - Naprawdę.
- Tak, może mi jeszcze powiesz, że nic cię nie dręczy. - zakpiłam.
- Miona, po prostu mi smutno.. Przytul mnie! - jęknęła.
Wykaraskałam się z kołdry przytuliłam Lavender głaszcząc ją po niezwykle niesfornych włosach. Przykryłam nas.
- No mów, co się stało. - powiedziałam cicho, przypominając sobie, że Parvati i Fay mają lekki sen. - Proszę. - dodałam po chwili.
LAv nabrała powietrza.
- NO więc.. Eh, nie wiem zupełnie, jak mam Ci to powiedzieć...
- Jakoś to zniosę. - stwierdziłam natychmiast przypominając sobie opowieść Ginny... Nie wiem czy byłam w stanie pochłonąć jeszcze jedną opowieść, ale miałam nadzieję, że Lav oszczędzi mi wątków o moim marnym życiu, przez który ma kompleksy bo...Ron jest mną zainteresowany.
- No, bo.. Ron jest tobą zainteresowany!

Czy powinnam zapisać się na wróżbiarstwo? Chyba jestem dobra z tego przedmiotu..

- Przykre, bo ja nie. - powiedziałam szybko, co było prawdą.. moje serce należało do zupełnie innej osoby. Nigdy nie powiedziałabym, że on, jest dla mnie ważny, najważniejszy, czy w ogóle cokolwiek dla mnie znaczy. Dobra. Dorosłam. Nie mam za co się obwiniać, po prostu kocham go ot tak. On może mnie też.. Nawet nie wiem. Ale czemu nic nie wiem? Może wiem, ale muszę się głębiej zastanowić?

- HERMIONA! Ty nawet mnie nie słuchasz! - powiedziała z wyrzutem.
- Wybacz. Odpłynęłam.
- Na temat Rona? - rzekła, a jej oczy napełniły się łzami.
- Mogłabym Ci powiedzieć, ale .. niestety jestem pewna, że wygadasz.
- To.. na czyj temat? - zapytała zainteresowana.
- Lavender, obiecaj!
- Obiecuję.
- Złóż przysięgę wieczystą. - wypaliłam.
- Co? Oszalałaś?
- Możliwe. - poweidziałam po głębszym zastanowieniu.
- Nie wiem, czy to nie jest karalne.
- Nie skąd. Najgorszą karą jest śmierć za wypaplanie tego Parvati lub Fay, lub komukolwiek innemu.
Lavender myślała przez dłuższą chwilę. Jej plotkarska natura była silniejsza.
- DOBRA.

Wstałyśmy. Musiałyśmy mieć jeszcze jedną osobę. Wiedziałam kogo wybrać. Wyszłyśmy z Pokoju wspólnego...

***
- Gdzie my jesteśmy? - zapytała idąc za mną.
- Gdzieś na drugim piętrze, obok łazienki Marty.
-Co?! Proszę, nie.. Ona wyśmiewa się z moich loków.
- Ty masz prawie 18 lat, Lav.
- I co? Ona potrafi być cholernie wredna.
- Ale chyba nie zapomniała jak się czaruję, co? - zapytałam z uśmiechem.
- Nie ma różdżki!
- Och, ty masz tak cholernie ciasny umysł, Lav, Lav. - zażartowałam i otworzyłam ciężkie drzwzi do łazienki.
Tradycyjnie słyszałam szloch Marty.
- Marto.. Chciałabyć poczarować.. może?
Duch dziewczyny rzucił się na dół.
- PEWWNIE. - powiedziała głośno.
- Chcę.. Ona chcę złożyć mi wieczystą przysięgę.
- Jasne, dajcie mi różdżkę.

***
- Dziwnie się czuję. - powiedziała Lav, Lav.
- Nie kłam, po przysiędze wieczystej nic się nie czuję. No może z wyjątkiem strachu.
- To powiesz mi do jasnej ciasnej w kim się bujasz?
- Tak. Wyjdźmy z dormitorium.
Ognisko się paliło. W Pokoju było późno. Zaczynało świtać. Postanowiłam się streszczyć.
- To Malfoy. - wypaliłam. - To Malfoy mi zawrócił w głowie.
- NIE GADAJ! - krzyknęła Lavender.
- LAVENDER! - skarciłam ją. - Nie możesz nikomu mówić, dopóty się nie połączymy, albo w ogóle, do końca nie możesz.
- Jasne. Tak wiem... Chodźmy spać, została nam na pewno z godzinka snu.

***
- AAA, HERMIONO! - krzyknęła Parvati.
Zerwałam się z łóżka.
- Co jest Pat? - zapytałam wpół przytomna.
- Lavender nie.. nie oddycha!
Myślałam, że zemdleje.
- Jak to? Mówiła Ci coś o mnie?
- Tak... tak.. że... że lubisz Malfoy'a.
- Cholera jasna, biegnij po profesor McGonagall! - rozkazałam i rzuciłam się do martwego już ciała Lav.. - FAY! Fay, pomóż mi ją ocucić !
Po wielokrotnych próbach nic nam się nie udało. Zabiłam ją. TAK. Ja to zrobiłam.
Profesor McGonagall patrzyła na nas dziwnie.
- To niemożliwe. To NIE mogła być przysięga wieczysta. Wykrylibyśmy czar.
- A... Jeśli to zrobiła osoba niezapisana do szkoły? - podsunęłam. To przecież Marta nas zaczarowała.
- Och i tak byśmy wiedzieli panno Granger. No cóż... Muszę zawiadomić jej rodziców. Jutro pogrzeb. Na błoniach. Przyjdźcie.


Jestem morderczynią.... 

czwartek, 4 kwietnia 2013

Rozdział IV ' Opowieść Rudej' cz.2

- Jak możesz? - zapytałam z wyrzutem.
- Ja TY możesz ?
- Ginny, ja .. nie chcę nawet z tobą tak gadać! - krzyknęłam.
- To TY chciałaś, bym opowiedziała Ci to, co czuję, więc wychodząc teraz zranisz mnie. - Powiedziała powoli.
- TY raczej ranisz mnie! Jak w ogóle możesz mówić, że twoje problemy są przeze mnie, jak jako jedyna zawsze towarzyszę Ci... ZAWSZE.
- Ty tak myślisz. Ja widzę to inaczej. - powiedziała patrząc się w ogień. Uśmiechała się.
Rozejrzałam się po pokoju. Obrazy smacznie chrapały. Czułam się żałośnie. Złapałam się za głowę dwoma rękami i potrząsnęłam ją gwałtownie.
- No dobra, mów.
Ruda odwróciła się do mnie z prędkością światła. Teraz dojrzałam jej twarz w pełni, nie z profilu. Uśmiechała się złośliwie, racja. Ale jej oczy były wilgotne. Nie rozumiałam jej. Przecież zawsze się przyjaźniłyśmy, ba! ja się z nią przyjaźniłam, nie miała innych koleżanek, dziewczyny z roku jej nie cierpiały.
Między innymi dlatego, że zajmowała wszystkich fajnych chłopców, z czasem nawet Neville'a. Nie wiedziałam co mam mówić, więc zamilkłam. Czekałam, aż Rudawa zacznie swą niekończącą się opowieść, w której oskarża mnie na wszystkie problemy swojego życia.

Szkoda, że nie wzięłam popcornu.


- No dajesz.
Ruda odchrząknęła sobie.
- Pamiętam czasy, kiedy oddałam się pamiętnikowi Riddle'a. To Harry mnie uratował. Nie ciebie, mnie.
- No raczej! Nawet kiedy zobaczyłabym ten dziennik nie byłabym taka...
- Mam opowiadać, czy nie? - zapytała głośno.
- Dawaj.
- Byłam wtedy nim mocno zauroczona. Liczyłam, że w 4 klasie, w mojej 3, zabierze mnie na Bal Bożonarodzeniowy. Myliłam się. Przez długi czas myślałam tylko o tym, że jesteś jego jedyną damską przyjaciółką. Myliłam się, ty wolałaś Kruma, w tym Cię podziwiam, wyrwałam wielu facetów, ale mistrza sportu? Jeszcze nie... - dodała cicho. - No więc, wracając do historii, chciałam sprawdzić, czy wziął na bal ciebie, całe szczęście - nie. Dlatego wybrałam się z ... - tu udała, że wymiotuję - Longbottom'em.
- CO Ci się nie podoba w Neville'u? - zapytałam, a ta zgorzkniała jędza zignorowała moje pytanie.
- Widziałam Cię z Krumem, ale zobaczyłam też smutek Rona. Mojego brata.
- On już Cię nie chcę, nie wiem czemu, nie chcę Cię w rodzinie.
- Wiem. Może poczekałabyś, żebym do tego doszła, co, Hermiono?
- Jasne. - mruknęłam wpatrując się w Rudą.
- Było mi go żal. On.. On cię kochał.. Nadal kocha.
Coś mnie ukuło. Ron. Mój przyjaciel. Moim chłopakiem? Naprawdę? To jakiś żart?

Jeśli tak, to nieudany.

- Tak nieszczęśliwie Cię kocha.. A ty, cóż, wolisz Wybrańca, który przeznaczony jest MI!
- Ginny, ja.. Nie kocham Ronalda, znaczy, jak wiesz... Przyjaciela. Harry'ego też. Lecz jedno jest dla mnie niepojęte. Dlaczego w tym roku postanowiłaś spotykać się z Zachariaszem? Rok temu z nim nie byłaś, prawda?
- Prawda. W sumie, Ron nie cierpi Riaszka..
- Czemu mówisz na niego Riaszek skoro twoje serce rzekomo należy do Wybrańca?
- Bo jest.. Taki czuły, taki nieobojętny... taki..
- GINNY! Przestań, proszę. Natychmiast. CO ty gadasz? Chcesz startować na dwa fronty? To żałosne.
- Możliwe! Co Ci do tego i tak wolisz Malfoy'a!
- ZWARIOWAŁAŚ?! - zareagowałam szybko. - Ginny, chciałam z tobą spokojnie porozmawiać, ale ty zwariowałaś!
- Wyjdź stąd ! - ryknęła! - WON!
- Ginny, nie chcę przez ciebie cierpieć. Jak ty się zachowujesz? Najchętniej poszłabyś się przespać z nauczycielami, żeby podwyższyć oceny!
- Skąd wiesz, że jeszcze tego nie robię? - zapytała złośliwie.

IDIOTKA.

- IDIOTKA! - krzyknęłam. - Nie masz się czym chwalić! Idę stąd.
Powiedziałam, trzasnęłam drzwiami od dormitorium i położyłam się do łóżka. W uszach słyszałam tylko szum mojej krwi i bicie serca. Moim ciałem targała złość. Wywijałam się na wszystkie strony. Nagle wzdrygnęłam się. Na szczęście to tylko Fay, która wróciła z nocnych gargulków, chrapnęła głośno.
Zasnęłam.

***
Stałam w prześlicznej szmaragdowozielonej sukni po kostki. Musnęłam swoje włosy. Były zakręcone w duże, staromodne pukle. Uśmiechnęłam się. Nie wiedziałam czemu. Dopiero po chwili domyśliłam się czemu obdarzyłam białą nicość swoim uśmiechem. Ku mojemu zdziwieniu z bieli wyłonił się blady jak tło chłopak, o szarych, zimnych oczach i platynowych włosach. Uśmiechnął się. Nigdy nie widziałam jego uśmiechu, pozbawionego tego oczywistego grymasu. Podszedł do mnie i złapał mnie za rękę. Spojrzałam mu w oczy. Oj tak, tak cudownie.
- Pocałuj mnie. - powiedział, a jego głos wywołał u mnie dreszcze.
Złapał mnie za talie. Przybliżył swoje usta do moich. Czułam jego ciepło. Jego język, tak wilgotny, tak cudownie łączył się z moim. Przestał. Wgryzał się w moje wargi delikatnie. Wbił zęby w moją szyję, ale nie sprawiało mi to bólu, wręcz przeciwnie - przyjemność.
- Miona.. - szeptał. - Mionna..
- Słucham? - pytałam dla żartu.
Nie zwróciłam uwagi, że już leżeliśmy na podłodze. W prawdzie chłodnej, ale ciepło Dracona dawało mi się we znaki.
- Hermiono, przestań. - krzyczał. Nie wiedziałam o co chodzi. - Przestań.

***

- Przestań, Hermiooona! - krzyczała Lavender.
To był tylko sen.


***

Wybaczcie, że taki krótki rozdział, ale tak się domagacie ;*.



wtorek, 2 kwietnia 2013

Sorry :c

Boże, przepraszam najmocniej, ale nie oriętuję się w komentarzach i cholera 2 usunęłam x.x
Boże, przepraszam dziewczyny! ;* Wstyd mi, naprawdę, naprawdę ;c.
Już jutro opublikuję kolejną część, obiecuję, ale wiecie - nauka :c.

czwartek, 28 marca 2013

Rozdział IV - 'Opowieść Rudej' 1 cz.

- Dlaczego? - Zapytałam z wyrzutem Mistrza Eliksirów.
- BO teraz chcesz go wrobić w coś, co się w ogóle nie wydarzyło Panno Granger!
Próbowałam wstać ze stołka
- Nie tak szybko,Granger!- krzyknął Snape widząc moje próby wstania z drewnianego siedzenia.
- Słucham, profesorze Snape. - powiedziałam siląc się na uśmiech.
- Nie wiem, czy twój umysł to dokładnie zrozumie, więc zacznijmy od samiuśkiego początku, w porządku, Granger?

LUDZIE! CO MACIE DO MOJEGO UMYSŁU DO CHOLERY?!

- Proszę nie wątpić w mój mózg, zapewniam pana Profesora, iż jest w pełni sprawny. - odpowiedziałam złośliwie.
- Och, nie wątpię. - powiedział szybko, a kąciki jego ust zakręciły się w uśmiech. - Tyle, że doszły mnie słuchy, że od tamtego incydentu z błoniami nie jesteś zachwycona postawą pana Malfoy'a.
- Ale...
- Rozumiem też... - przerwał mi Snape. - Iż darzy panna uczuciem pana Malfoy'a.

Co, czemu?  Sama w to nie wierze, że aż tak to widać.

- Profesorze Snape, nie widzę związku z Pańskimi sprawami nauczyciela, a moimi, co prawda tak szaleńczymi uczuciami w okresie dojrzewania.
Severus parsknął śmiechem.
- Zacnie, pani argumenty są na tyle dobre, iż powinienem zakończyć tą rozmowę i zatopić się w lochach Nietoperza.
- Skąd...? - zaczęłam, a ten ponownie mi przerwał.
- Mam swoje sposoby, Panno Granger. - Profesor podniósł głos.
- Nie widzę powodu, bym teraz tu była. Nasze spotkanie miało zacząć się punktualnie o 19.
- Ależ oczywiście, Granger. - warknął Snape. - Ale w takich warunkach czuję się zobowiązany Cię tu zapraszać co sobotę, aż do końca półrocza.
- PROFESORZE SNAPE. - powiedziałam z naciskiem. - NIE WIDZĘ POWODU...
- Byśmy się tutaj widywali tak często, racja, być może ja też nie.
- Niech pan nie żartuję.
Nietoperz się zaśmiał.
- Ja nie żartuję. - powiedział nagle z kamienną twarzą. - Granger, zmniejszę twoją karę do max 2 miesięcy, ale pod jednym warunkiem.
- Słucham? - powiedziałam przygotowując się na najgorsze.
- Podciągniesz Malfoy'a z eliksirów.


WHAT, WHAT, WHAT?

- Słucham?
- Słucham, słucham, słucham. - przedrzeźniał mnie Snape, podniosłam jedną brew. - Malfoy zapuścił się z eliksirów, a drugą najlepszą osobą w klasie jesteś ty. Oczywiście mówię to tylko dlatego, że przysięgłaś mi, iż nie darzysz go uczuciem.
- Ponieważ nie darzę. - powiedziałam szybko.
- Oj tak. Więc będę udostępniał wam sale do eliksirów codziennie. Minimum godzinę dziennie przez jakiś miesiąc.
- Naprawdę? Profesorze Snape, wolę pół roku stracenia sobotnich wieczorów!
- Klamka zapadła, powiadomię Dracona o waszych korepetycjach, juto o 18 w lochach, w porządku?
- Och, w porządku, panie Profesorze. - zgodziłam się czując, że nic nie wywalczę.
- W porządku. DO WIDZENIA. - powiedział głośniej.
Wstałam ze stołka i starając się zostać niezauważoną wymasowałam swój tyłek. Bolał niemiłosiernie, to ' krzesełko ' było cholernie twarde i niewygodne.
- Profesorze.. - skinęłam głową na pożegnanie, a Nietoperzyk odwzajemnił skinienie i pochłonął się w 'Proroku Wieczornym'.
***
Powoli wracałam do pokoju wspólnego, zaraz znów trzeba iść spać, dwa dni z głowy, to straszne. Zero nauki... W pokoju Gryfonów spotkałam Fay, dziewczynę, z którą również dzieliłam dormitorium. Nie byłyśmy ze sobą bardzo zaprzyjaźnione. Tylko.. Ona miała Wybitny z sumów... I była dobra z eliksirów.
- Fay! - krzyknęłam do wychodzącej Fay. - Gdzie idziesz ?
- Na nocny seans gargulków! Profesor Dumbledore pozwolił nam urządzać sobotnie, wieczorne mecze!
- Taaa, świetnie. - powiedziałam siląc się na zainteresowanie - gra w gargulki mnie nie zachwycała.
- Prawda? Szkoda., że nie dostałaś się do drużyny. - powiedziała spuszczając głowę - A ty w ogóle startowałaś? - zapytała po chwili.
- Tak, pewnie, ale nie jestem tak dobra jak ty! - zagadałam.
-Uh, no cóż, ja jestem od tego roku kapitanem, ostatni rok w szkole i mi się przytrafiło, wiesz, to takie ekscytujące, noc, gwiazdy, garkulki i..
- I? - zapytałam.
- Diggory Cedrik.
- Aaa, racja, szukający puchonów? Ciaaacho. - powiedziałam tłumiąc śmiech.
-Oj tak! Jest w drużynie gargulkowej z Puchonami, ale nieźle się dogadujemy, kto wie!
- Fay, mam jedno pytanie. - zaczęłam.
- Dawaj!
- Czy Snape pytał się ciebie, czy chciałabyś dawać korki Draco Malfoy'owi z eliksirów? - wypaliłam.
- Coś ty! - krzyknęła donośnie. - Wariujesz? - zapytała patrząc się mi uważnie. - A czemu pytasz?
- A, wiesz, podobno sobie już nie radzi, a ty jesteś dobra z eliksirów, prawie tak jak ja...
- Och! Nie mam czasu, spadam, pa ! - powiedziała wychodząc przez dziurę w portrecie Fay.
Usiadłam wygodnie w fotelu patrząc się na iskry ognia tryskające z kominka. Nie chciałam nawet o tym wszystkim myśleć. To mnie przerosło. Usłyszałam szloch z konta pokoju. Wiedziałam.
- Ginny? - zapytałam.
Dziewczyna otarła łz
y wzięła głęboki wdech i powiedziała :
- Jak zawsze.
- Ginuś, nie powiedziałaś mi co się stało!
- Ja nic nie wiem. - wychlipała. - Nie widziałam, ani nie słyszałam nic, co mogło by potwierdzić wymazanie pamięci Pansy przez Crabba lub Goyl'a.


Na nic się nie przydała.

- Ginny, nie o to mi chodzi, znów płaczesz! - krzyknęłam.
Ruda rozglądnęła się po pokoju, czy nikogo nie ma. Niestety, spora grupka ludzi patrzyła się na mnie i na Ginerwe jak na jakieś głupie. I może mieli racje.
- Hermi, nie teraz. Spotkajmy się tutaj o 2 nad ranem, jeśli chcesz, bym Ci wszystko wyśpiewała.
- Pewnie, że chcę!
- To proszę, nie rób nic głupiego, tylko obudź się i przyjdź tu.

***
Spałam smacznie w dormitorium. Usłyszałam prychnięcie Krzywołapa, mojego pięknego i mądrego kotka.
Gwałtownie wstałam. Równo 2:00. Uf, czyli Ginny jeszcze dziś powie mi tą zaskakującą historie. Ubrałam kapcie i szlafrok z napisem Miona wyszytym przez mamę. Zeszłam po schodach i ujrzałam wśród kominka zarys sylwetki Rudej.
- Ginn? - zapytałam cicho.
-Taa.. - westchnęła dziewczyna, a ja gwałtownie podeszłam.
- Wiesz, że tu nie chodzi o mnie, tylko o ciebie? - zapytała na wstępie.



NO ZAJEBIŚCIE.



środa, 27 marca 2013

Rozdział III '' Szlaban u Snape'a''

- GINNY?! - krzyknęłam, a moim oczom ukazała się Ginny. Ginny Weasley. Moja ' przyjaciółka ', która nie mówi mi o wszystkim. Stop. Mówi o niczym ważnym. Ta sama, co chodzi z Zachariaszem, ta sama, która została wydziedziczona przez Rona.
- GINNY! - krzyknęłam.
- Co ? - zapytała postać. Ruda postać.
- Ty ... Co ty w ogóle wyprawiasz?! - jęknęłam.
- Bo.. Ja ... Nie wytrzymam!
- Mów.
- Nie powiem... Nie wszystko.
- To czekam na co najmniej połowę.
- Ćwiartkę.
- No dobrze, ćwiartkę. - zgodziłam się.
- No więc... Nie pozwolę Ci odebrać mi Harry'ego.
- CO?! - krzyknęłam. - Ja ? Harrego? Coś ty ! - Nie mogłam tego zrozumieć.
- Tak, jasne! On ciągle się za tobą ogląda.. W każdym razie, Ronald jest tobą zainteresowany.
- Fajnie. Ja nie koniecznie.
- Chciałam... Żebyś zajęła się Ronem i zostawiła Pottera w spokoju! - ryknęła.
Przyjrzałam się dziewczynie, mrużąc oczy. Widziałam nie tylko blask jej oczu, ale i zarys sylwetki. Taka szczupła. Taka.. piękna. A ja? Kujonka. Ginerwa miała więcej chłopaków niż ja pomnożonych razy 5 lub nawet 10... To smutne, że do swojej kolekcji chciała mieć Wybrańca, mojego przyjaciela, na którego z resztą nakrzyczałam. Zaraz...
- A co z Zachariaszem? - zapytałam obserwując czujnie iskierki w jej oczach.
- A on.. To już przeszłość. - powiedziała wachając się lekko.
- Nie to mówiłaś mi tych wakacji. - powiedziałam sprytnie.
- No może takk.
- Cytuję. - podniosłam głos. - Słuchaj, Zach to zupełnie co innego niż Michael czy Dean!
- No tak, ale ..
- Co, ale?
- Z Deanem nam nie wyszło, tak?
- No tak.
- To niby miało mi z Riaszkiem coś wyjść?
- No raczej. - powiedziałam siadając na łożu.
- No to się myliłaś. - krzyknęła.
- Gin, ty mówiłaś, że chcesz być matką jego dzieci!
- Bo chciałam! - żachnęła się.
- Ginny, ty... nie rób tego. - powiedziałam ostrożnie.
- Czemu? Cieszyłaś się, że jestem zajęta, czy tak?!
- Nie! Ginny, on.. nie jest dobrym facetem. Przekonałam się dziś z rana. Czy to o Pomylunie było prawdą?
- Możliwe. - powiedziała łamiącym się głosem.
- Gin, prawda?
- Tak. Ale .. liczyłam, że...
- Cichoo! Ginny, coś słyszę! - pisnęłam, a dziewczyna natychmiast podbiegła do mnie i złapała mnie mocno za dłoń.
Słyszałam kroki, ciężki tupot znanych mi buciorów.
- Myśl, Crabbe! Myśl! - syknął jakiś dziewczęcy głos. - Zapomniałam, że ty nie myślisz, głąbie.
- Ej, Pansy, nie zapominaj po co tu jesteśmy! - krzyknął głos, na który zdrętwiały mi nogi.

Draco...

- Pamiętam Draco. - odpowiedział pośpiesznie ten straszny głos dziewczyny, przypominający teraz przeterminowanego żelka.
- Więc się nie wtryniaj, tylko pomyśl, pomyśl do cholery!
Po pewnym czasie dziewczyna odparła ;
- Draconie, to nie działa!
- W takim razie musi ktoś tam być.. hmmm.. - powiedział szeptem chłopak i zbliżył się instynktownie bliżej do ściany - słyszałyśmy teraz jego oddech.
- I co? Słyszysz coś? - zapytał Goyle.
- Nie, cicho bądźcie.. A co jeśli.. To co my mówimy słychać tam, a tam jest jakiś nauczyciel?
- Wątpie. McGonagall to wredna starucha. - zaszczebiotała Pansy. - Widzisz? Nie wyszła.
- Snape nie myje włosów. - zagrzmiał donośny głos Goyla.
- Sprout kiełki zjedzą. - pisnął Crabbe.
- Granger to szlama.
Zapadła cisza. Myślałam, że chłopak usłyszał bicie mego serca. Chyba się nie myliłam.
- Pansy, ty idiotko. - powiedział szybko Draco.
- Co? - zapytali jednocześnie osiłki, a Pansy chyba nie zdała sobie sprawy co mówi blondyn.
- Pasny, jesteś idiotką. - powiedział wolno i spokojnie.
- D-draco, ty chyba nie mówisz poważnie... - zapiszczała dziewczyna.
- Nie. Mówię jak najpoważniej. Crabbe, wymaż jej z pamięci nasz plan.
- Co ? Malfoy! - jęknęła prosząco Parkinson.
- Zrób to. TERAZ.
- Oblivate. - jęknął Crabbe.
- Idioto, z wyczuciem!
- Nie możemy na to pozwolić! - szepnęłam do Ginny.
- Przecież ona to wredna małpa, należy jej się, nawet od Malfoy'a. - stwierdziła Ginny.
- Jestem prefektem naczelnym! - syknęłam.
- Rób co chcesz.
Wstałam i poprosiłam Pokój Życzeń o otwarcie drzwi niepostrzeżenie. I udało się. Wyszłam.. na błonia. Zdziwiłam się. Wiatr muskał me spocone od napięcia czoło. 'Byleby dostać się na siódme piętro' - pomyślałam i pobiegłam do zamku. W strasznym stresie zdziwiłam się, gdy doszłam na korytarz siódmego piętra, ale w miejscu, gdzie zwykle pojawiał się pokój życzeń nikogo nie było. Westchnęłam głośno i podbiegłam do jakiejś wazy.
- Aguamenti. - szepnęłam. Moim oczom ukazała się srebrzysta woda w wazie. Bez skrupułów podniosłam ją i łyknęłam z niej pare obfitych łyków.
- PANNO GRANGER, CZY PANI ZGŁUPIAŁA? - zapytał donośny głos. Nie musiałam go sobie przypominać...
- Profesorze Snape. - jęknęłam. - Och, jak dobrze, że pana widzę! Malfoy, Crabbe i Goyle...
- Przestań, wszystko wiem.
- Proszę?
- Wiem wszystko. Do mojego gabinetu, już! - krzyknął i podążyłam za jego peleryną do lochów.


***
W gabinecie mistrza eliksirów było nijak. Siadając na krześle czułam pewne podniecenie. To samo krzesło było w pokoju tamtego dnia, jak .. to się stało.
Było tu nieco inaczej niż tamtego dnia - bardziej czysto. Nie walało się od moich staników, bluzek i spodni, ani od krawatów Malfoy'a. Łóżko było schowane w ścianie, widać było mugolskie sprężyny, tak dobrze mi znane. Severus usiadł na krześle wyścielonym zielonym tiulem. Ja usiadłam na zwykłym, twardy, stworzonym z czarnego drewna stołku. Widać, że nie często nasz 'nietoperz' miał gości w zamku.
- Panno Granger. - zaczął..
- Profesorze Snape, dzięki Bogu, że pan wie, więc ja mogę panu odpowiedzieć.
- Granger! Minus 5 punktów dla Gryffindoru! Nie przerywaj mi!
- Oczywiście. - powiedziałam speszona.
- A więc, wiem jedno - nie powinienem Ci mówić, że to Dracon powiedział mi o Twoim wyjściu.

Co? 

wtorek, 26 marca 2013

Rozdział III -Szlaban cz. 2

- Ginny! Ginny przestań! - jęknęłam patrząc jak gęste łzy spływają jej po policzku.
- Ja... Ja nie wiem... - wyszlochała. 
- Cicho. Cicho... - powiedziałam klepiąc ją po plecach. Młodej Weasley coraz częściej zdarzało się ryczeć, gdy ktoś wspominał o Harry'm. A przecież ona chodziła z Zachariaszem!
- Ginny! - krzyknęłam siląc się na uśmiech. - Przestań. 
Ale ta nie przestawała. Schowała głowę w dłoniach i szlochała cicho. 
- Ginny. - powiedziałam stanowczo. - Co z Zachariaszem? 
Chyba nie jestem dobra w pocieszaniu, bo Ruda zaczęła głośniej szlochać. 
- Ginnuś.. Nie tu.. 
- Nie tu?! - ryknęła, aż od niej odskoczyłam. - Jak nie tu, to gdzie?!
Coraz więcej ludzi zaczynało na nas patrzeć.
- Czemu mam z tobą cierpieć? - zapytałam wyzywająco wstając z fotela. - Czemu? 
- Nawet nie chcesz mnie wysłuchać! - jęknęła.
- Skąd taka myśl?! - krzyknęłam. - Nawet nie wiem o co chodzi!
- No właśnie. - szepnęła.
- To może mi powiesz?
- Nie. Nie teraz. Nie jestem gotowa.
- Ginny, jesteśmy przyjaciółkami. - powiedziałam cicho.
- Ale nie jestem pewna, czy przypadkiem nie  zrozumiesz mnie źle. W końcu masz tak ciasny umysł. - powiedziała i poszła do dormitorium klas 6-stych. 


Nie wierze. 

Jak mogła mi coś takiego powiedzieć? JAK? Ja ją pocieszam ... a ona.. eh, z resztą, mam większe zmartwienia, na przykład szlaban u Snape'a, czy zdrada Malfoy'a. Zresztą, wiedziałam, prędej czy później, że nie będzie ze mną. Ale garstka nadziei była we mnie. Prychnęłam sama do siebie. Nadzieja matką głupich.
Nagle wpadli do pokoju wspólnego Ron i Harry.
- CO to za okropne jęki? - zapytał Ronald sięgając po swoją pracę, po czym dodał - Wow, Hermiono! Dzięki!
- Jasne, nie ma sprawy. - odpowiedziałam pośpiesznie. - Twoja siostra Ron. 
- Co moja siostra? - zapytał ze zdziwieniem, a Harry spuścił wzrok.
- Hm, Ginerwa Weasley, twoja siostra ciołku! 
- A co z Ginny? - zapytał Harry.
- Nie wiem, najgorsze, że nie chcę mi powiedzieć. Martwię się. Ron? RON! 
- Co, co jest? - zapytał nagle.
- Ronaldzie, to przecież twoja siostra! Powinieneś się martwić! - krzyknęłam oskarżycielsko.
- Jeśli o mnie chodzi, to ja ją już wydziedziczyłem. Już wolałbym, żeby chodziła z Cormakiem niż z Zachariaszem. - prychnął.
- Nie wiem, czy ona w ogóle chcę tego związku... - stwierdziłam patrząc uważnie na Harry'ego. 
Patrzył się na Parvati, która siedziała w rogu obok Lav. Tylko nie patrzył się na jej twarz, czy coś... Tylko na TYŁEK. 
- HARRY! - pisnęłam.
- Co?! 
- Ty się patrzysz na Parvati! Przecież.. Przecież... TY JEJ RANISZ UCZUCIA! . 
- Nie.. Czemu? Czekaj... komu?
- Ty świnio, nawet nie wiesz której! Jak chcesz, to ci powiem - każdej z którą kręcisz, Wybrańcu!
Wybiegłam z pokoju wspólnego.

***

Nie wiem czemu tak naskoczyłam na Pottera. Nie wiem w ogóle, czemu jestem wkurzona.
Szłam przez 7 piętro. Moje piersi falowały niespokojnie, gdyż mój oddech nie był uregulowany.

Wody!

Nie patrzyłam przed siebie. Zamknęłam oczy.. upadłam i .. znów nie wstałam.

***
Otworzyłam oczy. Ciemny, czarny sufit. Jak ostatnio. Nie dałam się tak łatwo. Podniosłam się krzycząc:
- Tym razem nie ujdzie Ci to na sucho!
Cisza.
- Halo? - zapytałam cicho. - Gdzie jestem?
Rozejrzałam się po pokoju. Leżałam na łóżku, o kasztanowej pościeli. W głębi pokoju nie było nic innego. NIC.
- Kto tu jest? - powiedziałam głośno. - Kto?
Wytężyłam słuch. Usłyszałam kroki. Wstałam z łoża.
- D...d...raco? - powiedziałam nieziemsko cicho.
- Kto? - zapytał męski głos, ten sam, który usłyszałam ostatnim razem.
- Ha! Powiedz, kim jesteś. - zażądałam głośno.
Postać przybliżyła się o kilka kroków.
- Słyszę Cię, nie masz wyjścia, mów. - rozkazałam.
- Wa ehkek zlib. ekhe, ekhe. - zakaszlał człowiek. - nie musisz mnie znać, by kochać..
- Idiota.. ODEJDŹ!
- Może zagadkę?
- Pewnie, dawaj, z chęcią ją rozwiąże, jeśli hasłem będzie twoje nazwisko.
- Oczywiście, ale wątpię, czy Ci się uda, masz taki... Ciasny umysł.

CO PROSZĘ?!

- Co ? - zapytałam ze zdziwieniem zbita z tropu.
- Nic. - odparł głos, nieco .. słodszy niż powinien.
Ktoś oddalał się ode mnie... słyszałam wyraźne kroki, w cieniu dojrzałam tylko... rude włosy...



piątek, 22 marca 2013

Rozdział III - Szlaban.

- Panna Granger? - zapytał chłodny głos.
Milczałam. Ledwo dyszałam. Bałam się jak nie wiem. Podniosłam głowę i spojrzałam na ciemną postać. Czarne, tłustawe włosy, długi, przekrzywiony nos, czarna peleryna. I ten arogancki wyraz twarzy. Dobrze, że miałam pelerynę niewidkę, ale mimo to, czułam wzrok profesora na swoim ciele. A więc wrócił z wakacji.
- Panno Granger, proszę się nie wygłupiać.
Poruszyłam się lekko. Oczy skierowałam na czarne, wypastowane buty nauczyciela.
- PANNO GRANGER. - Snape podniósł głos. - Proszę wstać.
'' Czy on widzi przez peleryny? '' - zapytałam sama siebie w duchu. Wstałam, trzymając mocno peleryne.
- Granger, widzę Cię.
'' Ja pierdole. '' - pomyślałam. Jak to możliwe?
- Myślisz, że nie widzę, że trzymasz szatę wyjściową, na dodatek męską, na głowie?

NOSZ KURDE!

To dlatego widziałam mniej, niż przed laty. Widziałam tylko przez koronki. Jakie to żałosne.
- Jakie to żałosne. - powiedział Severus Snape. Co dziwne, właśnie to samo pomyślałam.
- P-p-profesorze, ja...
- Nie musisz się tłumaczyć, Granger. - przerwał mi natychmiast. - Wiedziałem, że tu będziesz.
- J-jak to ? - wyjąkałam.
- Tak się składa, że trochę wiem o młodzieży w tej szkole. To takie.. - tu się zatrzymał. - podniecające, chodzić po błoniach w nocy z szatą podejrzewam Pana Pottera na głowie, oj tak. Tylko to również cholernie dziecinne, a przecież, jesteśmy już dorośli, nieprawdaż? - zapytał wykrzywiając wargi w lekki uśmieszek.
- Oczywiście, profesorze Snape, dziecinne, jesteśmy również dorośli. Nie wiem jak mam to panu wytłumaczyć. - powiedziałam wyniośle, lecz z ' gracją '. Ściągnęłam również ten płaszcz.
- Szlaban Panno Granger. - powiedział natychmiast.
- C-c-co?!
- Mięso druzgotka. Oczywiście, że szlaban.
- Na brode Merlina. - powiedziałam spuszczając głowę. - A takie mam pytanie, profesorze... - powiedziałam, gdy Snape kierował się do zamku.
- Tak, panno .. - wycedził.
- Granger. - dokończyłam, a on podniósł jedną brew. - Czy widział pan może jeszcze kogoś chodzącego z płaszczem na głowie?
- Nie. Ale widzę, że z kimś miałaś spotkanie.
- Możliwe.
- Tylko tyle Ci powiem, że najwyraźniej Draco Malfoy popsuł Ci dzisiejsze spotkanie.

CO?!

- Przepraszam, co?
- Tyle, jest noc Granger, nie byłoby mnie tu, gdyby nie wiadomość Dracona. Dobranoc, Granger, radzę Ci wracać do dormitorium.
- Oczywiście, panie Profesorze. A kiedy ten szlaban? - krzyknęłam za Severusem.
- Jutro o 19, bądź punktualnie. - On nie usiał krzyczeć. Jego głos usłyszałabym z oddali.
Tak naprawdę zdziwiło mnie, że nie był na tyle chamski. I tak targała mnie złość.

Malfoy.

Ten Draco, który zapewniał, że mnie kocha, noc temu, gdy doznawałam z nim ekstazy. Nie wiem czy tego chciałam. Były momenty, kiedy chciałam i byłam z tego zadowolona. Niestety, bardzo rzadko w tym dniu. Tylko wtedy, kiedy dał mi szanse, że żadna różnica, że mnie nie cierpiał. A teraz? Chciał mnie po prostu wyśmiać. Nie dość, że upokorzyło mnie to, że zamiast peleryny wzięłam płaszcz wyjściowy Harry'ego. To takie dziecinne i .. głupie. Nie chciałam wracać do dormitorium. Usiadłam po drzewem. Szara pogoda nocna zmusiła mnie do zamknięcia oczu. Po prostu - z przyzwyczajenia. Czułam coraz większy chłód. Chłód idący nie od wiatru, lecz od środka. Od serca zmrożonego Malfoy'em. Rozmyślałam, przez długi czas, nasłuchując szumu jeziora i śpiewu potworów morskich. Chyba zasnęłam. Nie chyba, tylko tak.

***

- Miona? Miono... - zapytał mnie cichy, tak znany mi głos. Ktoś gładził mnie po czole. Odgarniał brązowe kosmyki z mojego czoła. Czułam na sobie oddech tego ktosia. Leżałam na czyiś kolanach. Powoli odchylałam powieki.
Zobaczyłam nic. Dosłownie. Ciemną, czarną ściane. Po prostu.
Mimochodem widziałam bladą dłoń krzątającą się wokoło mojej burzy włosów.
- Hermiono.. - pieścił me uszy ten rozkoszny głos. Taki... przesłodzony... ale umiarkowany.

Niezwykły.

- Słucham? - powiedziałam siląc się na uśmiech. Nie mogłam otworzyć oczu bardziej, niż teraz. Nie widziałam twarzy człowieka, ani nic w pokoju, oprócz sufitu.
- Mionko, śpij. Śpij.
- Nie, nie chcę. - wychrypiałam. - Chcę wiedzieć gdzie jestem. Proszę.
- Nie musisz.. - powiedział głos gładząc mój policzek.
- Ale chcę...
- Nie, poddaj się pokusie i zaśnij.
No i znów zasnęłam. Boże, ale ze mnie idiotka!

***

Obudziłam się na zimnej, marmurowej podłodze. Wstałam. No tak.. Przed sobą miałam portret chrapiącej
Grubej Damy. Uśmiechnęłam się do siebie. Ciągle słyszałam ten głos, taki miły, ciepły.
'Nie musisz..' - co to miało znaczyć? To bardzo dziwne, bo nigdy nie słyszałam tego głosu. Może i był trochę znajomy, no, ale ten pokój? Naprawdę? To żałosne. Idiotyczne. Dziecinne. To musiał być sen. Po prostu, byłam tego pewna. Spojrzałam na obrazy, spały. Było ciemno, lecz pochodnie świeciły mimochodem.
Spojrzałam na moje ubranie - byłam tak samo ubrana, jak wcześniej. Nic nadzwyczajnego. Ciekawa byłam też, która jest godzina. Nie mogłam tutaj sobie leżeć. Podeszłam do portretu chroniącego wieży Griffindor'u.
- Gruba Damo? - szepnęłam.
Kobieta wzdrygnęła się i otworzyła oczy.
- Wiesz, która jest godzina? - zapytała donośnie.
- Nie, nie wiem, z kąt taka myśl? - zapytałam złośliwie.
- Nie ważne, nie będę pytała. Hasło?
- Hasło to w dupę Cię trzasło. - powiedziałam dla śmiechu.
- HASŁO. - powiedziała podniesionym głosem.
- W porządku, tylko się droczę, nie musisz podnosić głosu. - bąknęłam przerażona, że zaraz przyleci tu kotka Filch'a. Mimo, że miałam już skończone 17 lat cholernie bałam się woźnego. Zwłaszcza tej podłej kotki. - Masło maślane. - szepnęłam i weszłam przez dziurę portretu do pokoju wspólnego.
Ognisko się żarzyło. Przypomniałam sobie, jak kładłam tu czapki i skarpety. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Ciepło buchające z kominka ogrzało mój wewnętrzny chłód. Nie wiedziałam tylko, co tak naprawdę zrobiłam. Czy spałam pod portretem całą noc, czy jednak ten sufit był tylko snem?
Usiadłam na fotelu i nabrałam sporo powietrza, po czym wypuściłam je głośno. Spojrzałam na stolik.
Leżały wypracowania z OPCM. Jak to ja, stwierdziłam, że je przeczytam.


''Zaklęcie patronusa jest trude do wycarowania. '' - pierwsza linijka wypracowania Ronalda. Ani akapitu i w dodatku literówki. On to jest naprawdę... - westchnęłam i sięgnęłam po pióro.
" Zaklęcie patronusa jest trude do wycarowania. ''
''  Zaklęcie Patronusa jest trudne do wyczarowania. '' - poprawiłam.
Przeczytałam i poprawiłam całe sześć cali wypracowania, ponieważ wiedziałam, że Ron chciałby być aurorem, a pisanie wypracowań nie było jego najlepszą umiejętnością. Spojrzałam na pergamin Harry'ego.
'' Gdy czaarrujesz patronusa to coś innego niż tylko czar. '' - To zdanie w ogóle nie ma sensu.
Poprawiałam aż do świtu. Nie poszłam do dormitorium. Usnęłam półgodziny przed nadejściem pierwszych współlokatorów.
- Boże, która.. goooo...dziii...na! - wrzasnęłam.
Rozbawiona Ginny siedziała przede mną.
- Spokojnie, dziś sobota. Czemu nie byłaś w dormitorium? - zapytała z zaciekawieniem.
- No, pisałam wypracowanie dla twoich ... dla twojego brata i Harry'ego.
Ruda wybuchnęła płaczem.

Kurva.

wtorek, 19 marca 2013

Rozdział II - Prosiak.

- Przepraszam, co ? - zapytałam siląc się na niezrozumienie. Przecież wszystko wiedziałam i rozumiałam.
- No tak, tak powiedział, po prostu. - stwierdził Ron nie patrząc mi w oczy.
- Ale o co wam chodzi? - zapytałam potrząsając znacząco głową i wykrzywiając wargi w niedorzeczny uśmieszek.
- O nic, ale to dziwne, że Malfoy się o Ciebie pyta. - powiedział Harry patrząc na Ginny, która stała przy tablicy.
- Przestań sie na nią gapić. - syknął Ron patrząc się na mnie. Parsknęłam śmiechem.
- No to jak? - zapytał Harry czerwieniąc się.
- Co jak? - zapytałam tłumiąc śmiech.
- Idziesz do Malfoy'a?
Ronald mrugnął szybko i odwrócił wzrok w inne puste miejsce.
- Po co ?
- No po to, co on chciał od ciebie. - odezwał się Ron nie spuszczając wzroku ze ściany.
- Zupęłnie nie wiem o czym mówicie, w ogóle nie wiem, co on mógłby chcieć ode mnie. - zakłamałam.
- No ja też. - powiedział Harry, ale on raczej nie kłamał. - To może ja pójdę przeczytać coś na tablicy ogłoszeń..
- Ja pójdę z tobą, nie myśl sobie. - zachichotał Ron, a potem zwrócił się do mnie.- Mam nadzieje, że Malfoy się ciebie zbytnio nie uczepi.
- Jasne, mam zamiar to wyjaśnić. .- powiedziałam i czmychnęłam przez dziurę.
Mijałam różne portrety gawędzące ze sobą wesoło. Przeszłam obok łazienki prefektów, gdy nagle.

HUK!

Dostałam otwierającymi się drzwiami z łazienki. Wylądowałam na podłodze. I ponownie moim oczom ukazał się platynowowłosy mężczyzna.
- Granger, co ty tu robisz? - zapytał wyzywającym głosem.
- Leże, nie widać ? - zaszczekałam. - Może byś tak pomógł? Dostałam od Ciebie drzwiami!
- Jasne, pewnie. - powiedział patrząc najpierw czy nikt nie idzie i pomógł mi wstać.
- Co ty tu robisz? - powtórzył.
- Szłam się z Tobą spotkać i to wyjaśnić. - zaczęłam. - Jak mogłeś pójść do Rona i Harry'ego?
- A co? Macie się ku sobie?
- Nie? - powiedziałam rumieniąc się. - Nie, wcale nie.
- To cudownie, naprawdę.
- Przestań. Przestań i powiedz o co Ci chodzi. - zażądałam.
- Chodź na błonia.
- Mam jeszcze z tobą sobie spacerować po błoniach? - krzyknęłam.
- A gdzie chcesz pogadać? Tutaj?!
- Właśnie to robimy i jakoś nie narzekam. - odpyskowałam.
- Dobra, omówmy to jasno, proszę przyjdź na błonia po ciszy nocnej.
- Mogą Cię i mnie za to wywalić, Malfoy. - powiedziałam czując narastające podniecenie.
- Nie martw się, nie zrobią tego, jeśli nie będziesz chciała, rozumiesz? - powiedział patrząc mi się w oczy.
- Jasne, dobra, zapomnij, że tu byłam, po ciszy nocnej na błoniach. - Zreasumowałam i pobiegłam do wielkiej sali.
Mało już jedzenia zostało. Mało ludzi. Nałożyłam na talerz trochę sałatki owocowej i podzióbałam w niej.
Kawałki ananasa wykrzywiały się w smutek, a wiśnie, jak oczy, świeciły się jakby od płaczu. Westchnęłam.
Chyba zaczynało mi się podobać to niecne wydarzenie. Zaczęłam nienawidzić samą siebie. Napiłam się soku z dyni i czmychnęłam na numerologie. Profesor Vector była dość surowa, ale miło powitała uczniów tylko 10 calami pergaminu powtórki na temat ''Znaczenia liczb i ich zastosowanie''. Ucieszyłam się, poniważ znam to wszystko na pamięć, wystarczyło tylko przelać myśli na papier. Później czekały mnie dwie godziny eliksirów z Profesorem Slughorn'em. Nie było źle, tyle, że Neville'owi wypaliło się denko od kociołka. Harry zbierał pochwały, mimo, że jego eliksir tojadowy nie był w ogóle do użytku. Po zajęciach nastąpił obiad. Ja, Ron i Harry ruszyliśmy z lochów enegricznym krokiem, ponieważ konaliśmy z głodu. Zasiadłam obok Seamusa i nalałam sobie zupy cebulowej do talerza. Właśnie rozkoszowałam się pieczoną grzanką, gdy Ginny krzyknęła:
- Harry Potterze!
Harry odwrócił się gwałtownie w stronę drzwi wejściowych.
- Co jest..? - zapytał cicho Ron patrząc się na mnie, jakby szukał we mnie oparcia, ale ja odpowiedziałam mu tylko kiwnięciem głowy, na wznak, że nie wiem o co chodzi.
- Jak możesz być tak podły? - krzyknęła idąc szybko w kierunku Harrego. Ron wstał i przesiadł się obok mnie.
- Ale o co....? - zanim zdążył dokończyć dostał po mugolsku, ale skutecznie, w twarz. Ruda łypnęła na mnie i na Rona gniewnie.
- Jak mogłeś?
- Ale o co chodzi? - zebrałam się na pytanie.
- Ty bezużyteczna świnio! - ryczała na Harry'ego.
Nie mogłam wytrzymać, wstałam i podbiegłam do niej. Złapałam ją za dłonie i odciągnęłam od facjaty chłopaka.
- Co ty wyprawiasz? - syknęłam.
- On.. On mnie zdradził.


Jezu.


- Wariatka. - prychnęłam puszczając jej nadgarstki.
- Co powiedziałaś? - warknęła plącząc dłonie na piersiach.
- Nawet nie jesteście razem! - krzyknęłam czujnie obserwując jej nienormalne zachowanie.
- Ach.. No tak.. racja.. Uch...
- Więc co ty wyprawiasz? - zapytałam.
- No, bo.. BO widziałam jak flirtował z Luną.
- Luną?! - podniosłam głos. - Pomyluną Lovegood?
- No tak. - siorbnęła nosem.
- To idiotyczne i niemożliwe.
- Też tak myślałam.. Jejku, Miona! - jęknęła i przytuliła się w moje ramiona.
- To nie jest normalne. - powiedziałam tuląc ją i wyszłam natychmiast z wielkiej sali.

Nie chciałam rozmawiać z Harry'm. Co mnie to w sumie kręciło? Gdyby on dowiedział się... eh.. Lekcje były wyjątkowo nieciekawe. Po raz pierwszy na historii magii nie uważałam. Byłam w szoku. Malowałam na pergaminie jakieś durne bazgroły. Omal profesor-duch nie zauważył, że nie interesuje mnie lekcja o wojnach goblinów. Czułam spojrzenie Rona na moich włosach, dlatego powstrzymałam się od wypisywania inicjałów Dracona na papierze. Harry nie czuł się chyba dobrze. Ale nie czuł się dobrze na żadnej lekcji Historii Magii. Tam w środku targały mnie emocje. Jeśli robiłam coś złego to w słusznej sprawie. I z przyjaciółmi. A teraz...

W sprawie miłości? 

Nie, co to to na pewno nie. Chyba. Trudno mi się określić. Gdy usłyszałam dzwonek odetchnęłam z ulgą. Harry wybiegł natychmiast, potem Ron, a ja na końcu. Nie szliśmy już razem, jak kiedyś. Każde z nas osobno. Czułam się samotna. W pewnym momencie przestałam myśleć o Harrym, Ronie, zrozpaczonej Ginny i .. Lunie ? Teraz moje myśli były skupione na wysokim, szczupłym blondynie, o niezwykle szarych i zimnych oczach, które przy mnie stawały się takie.. kochane. W dormitorium strasznie mi się nudziło. Parvati przyglądała mi się czujnie przez długi czas, bo leżałam na łóżku i .. nie czytałam. Pisałam, malowałam serduszka na wypracowaniach. Po pewnym czasie, gdy zapadł zmierzch, Lav zapytała :
- Spotykasz się z nim?
Coś mnie ukuło... Gdzieś w okolicy mostka.
- Słucham?
- No z Draco, z Malfoy'em. - powiedziała patrząc się na mnie z lekkim uśmieszkiem.
- Widać to po twoich oczach. - dodała Parvati.
Krok 1: kupić okulary przeciwsłoneczne.
- Nie, no co wy. - powiedziałam uśmiechając się. - Ja spotykam się... z Ronem.
Lav podskoczyła.
- Z Ronem? Chodzicie ze sobą?
- Nie, jesteśmy przyjaciółmi, Lav, przecież wiesz.
- No tak..
- Idziemy razem na wiadukt, mieliśmy iść z Harrym, ale ta akcja z Ginny... - dobrze rozegrany ruch.
- No tak, nieco przesadziła, w końcu każda chciałaby być z wybrańcem. - wypaliła Pa. - Zwłaszcza, że już wszystko skończone, jest bohaterem.
- Uuu, myślałam. że jesteś na niego wściekła. - zaświergotała Lavender.
- Oh, przestań, Lav Lav. To było 3 lata temu. - odpowiedziała dziewczyna rumieniąc się.
Dziewczyny poszły już spać. Paplały jeszcze z godzinę, lub dwie. Dochodziła zerowa. Ubrałam dzinsy, bluzę, a na to bezrękawnik i schowałam różdżkę do kieszeni. Wyszłam z dormitorium zamykając powoli i szczelnie drzwi. Poszłam przed siebie do dormitorium chłopców. Otworzyłam drzwi. Zauważyłam wywalonego Deana na ziemi, chyba spadł z łóżka.Ron chrapał głośno - tak, to chrapanie znała bardzo dobrze. Podskoczyłam na palcach do kuferka Harry'ego.
Jest!
Znalazłam pelerynę niewidkę. W życiu bym czegoś takiego nie zrobiła, naprawdę! Ale okoliczności były tego warte. Zamknęłam kufer, nałożyłam na siebie pelerynę i wyszłam z dormitorium. Po chwili wyszłam też z pokoju wspólnego. Przez schody brnęłam na błonia. Nasłuchiwałam kroków ślizgona, ale nic nie usłyszałam. Nawet gdyby Irytek coś nabroił to bym tego nie usłyszała. Słyszałam tylko szum własnej krwi. Trawa przyjemnie chłodziła moje spocone łydki, od strachu i podniecenia. Kolejne spotkanie z nim. Z tym, z którym zrobiłam TO. Z tym.... śnił  się przez długi czas... Wstyd się przyznać. Pragnęłam go. Pragnęłam jak nikogo innego!

ŁUP.

Upadłam na mokrą ziemie. Może i dobrze. Słyszałam głos. Twardy i zimny, ale stanowczo nie należał do Dracona.

sobota, 16 marca 2013

Rozdział I - Sypialnia Snape'a.

        Poczułam czyiś oddech na policzku. Otworzyłam lekko oczy, ale przez moje gęste rzęsy mogłam zobaczyć jedynie zarys pokoju. Zielone tapety... Panele z czarnego drewna w oddali. Zapach... świeżo skoszonej trawy? Tu we wrześniu? Możliwe, że to były moje perfumy, ale zapach pasty do zębów, na pewno nie był składnikiem mojej fiolki z zapachem. Otworzyłam oczy szerzej i ujrzałam wielką komodę z eliksirami i różnorodnymi składnikami do nich.. Byłam w sypialni Snape'a. Na pewno. W 100%. To nie było moje łóżko. Ani pościel, szmaragdowozielona pościel przykrywająca moje ciało, nagi ciało... I z pewnością nie była to moja ręka, która spoczywała na mojej tali. Zdecydowanie..
Podniosłam się gwałtownie. Usłyszałam ciche chrapnięcie i odgłos ciała przewracającego się na inną stronę. Postać zabrała swą chłodną dłoń i odwróciła się na drugi bok. Musnęło swoimi wystającymi łopatkami mój obojczyk. Zadrżałam. Usiadłam na łożu zakrywając części ciała, które nie powinny być nieodziane.


Boże, Hermiono, co ty tu robisz?! 


Przyjrzałam się pokojowi jeszcze raz. W sumie, to było malutkie mieszkanko naszego Nietoperza z lochów. W pomieszczeniu nie było okien, ani świec więc czułam się nieswojo. Miałam zaledwie przebłysk zdarzeń z wieczoru. Co ja zrobiłam?! Przespałam się .. z ... no właśnie? Z kim?
Odwróciłam się i spojrzałam dokładniej na postać leżącą obok mnie. Z wrażenia przetarłam oczy..
Nie mogłam uwierzyć. Zupełnie jak na lekcji wróżbiarstwa... Platynowe włosy.. Tylko tyle mi starczyło, by wiedzieć kto to jest...
-MALFOY! - ryknęłam, a blondyn gwałtownie wstał, odsłaniając trochę za dużo.. - Uch, ubierz się!
- Jakoś wczoraj podobałem Ci się bez ubrania... - zaśmiał się szarmancko.
- Och, przestań, nie wiem nawet co się stało! - powiedziałam zamykając oczy. - Rzuć mi tu jakieś spodnie i bluzkę, proszę!
Nagle dostałam w twarz swoim stanikiem i szortami.
- Dziękuję. - odparłam chamsko i zaczęłam się ubierać. - Gdzie my w ogóle jesteśmy?
- Nie musisz wiedzieć gdzie dokładnie.
- Przecież wiem, to musi być sypialnia Nietoperza..
- Bo jest. - odrzekł cicho. - Ale dobrze, że nie wiesz gdzie się znajduję... I wiesz, bardzo mi się podobało wczoraj..
- Szkoda, że ja nic z wczorajszego dnia nie pamiętam.. Rzuciłeś na mnie zaklęcie zapomnienia? - zapytałam szukając pośpiesznie mojej bluzki w stercie porozrzucanych ciuchów... Moich i Draco..
- Nie, nie używam tego zaklęcia ZBYT często.. - zaakcentował. - Ale chyba powinienem, nie chcę byś komuś wygadała...
- Jasne.. W ogóle skąd masz klucze do gabinetu Snape'a?
- To mój wujek, nie pamiętasz? Śmierciożercy to jedna rodzina.
- Zamknij się Malfoy! - krzyknęłam i odsunęłam się od niego. - Ja tak możesz?
- A mogę. Dobra, przejdźmy do rzeczy... Powiesz coś Pansy, a zginiesz..
- Jasne, jasne. Jesteś żałosny. Nie wiem, czemu tu jestem! Idę stąd, zapomnijmy o tym.
- Oczywiście, zapomnij. TO będzie nasza słodka tajemnica... Ale przed pójściem, pościel łóżko. - powiedział mrugając znacząco przy wkładaniu bokserek.
Pościeliłam łóże i usiekłam do dormitorium. CO JA ZROBIŁAM?!
Ja .. grzeczna Hermiona Granger, przyjaciółka Wybrańca i jednego z Weasley'ów. Na brodę Merlina! Jestem spalona, a to.. dopiero pierwsza noc w hogwarcie!
***

- Hermiono? HERMIONO! - ktoś mi krzyknął do ucha.
Otrząsnęłam się jak pies z wody. Była to Lavender.
- Lavendrer, kochana, możesz mi się nie drzeć do ucha? Chyba z tego wyrosłyśmy. Jesteśmy w 7 klasie.
- No właśnie. A ty masz zamiar opuścić pierwsze lekcje? - zapytała z ciekawością.
- Co?! - aż podskoczyłam. Parvati siedząca na łóżku obok zachichotała.
- Spokojnie, jeszcze półgodziny do twojej numerologi. Tak przeczytałam na planie.
- Ach, potem mam starożytne runy. Niestety nie jestem w humorze.
- No raczej, nie inaczej! - zawołała Parvati. - Myślisz, że nie wiemy.

Co ?! 

- Co wiecie? - zapytałam lekko podnosząc się. Dormitorium jak zwykle było przyozdobione na karminowy kolor. Wszystkie łóżka i baldachimy były takie same, oprócz tego, że Lavender miała nad swoim łóżkiem Justina Biebera, a Parvati Harrego Styles'a z 1D. Zawsze bawi mnie to, że słuchają takiej 'mugolskiej' muzyki.
- Nic ciekawego, tylko to, że poszłaś na spacer z Draconeeeeem - zaśpiewała Brown. - On cie lubi.
- Niezły facet  - zażartowała Parvati.
- Serio? Ja tak nie uważam. Przygłup i tyle. - stwierdziłam i wyciągnęłam z kuferka szatę.
- Przestań, to ciaaasteczko! - zawołała Ginny.
- Ginny? - zapytałam ze zdziwieniem.
- No co? Jeszcze tylko was nie ma w pokoju wspólnym, wywiesili ogłoszenia! - powiedziała zachwycona.
- Kurs teleportacji już w ten piątek!
- Super, cieszę się, że się cieszysz, możecie już iść, ja się przebiorę i zaraz wracam. - rzekłam.
Dziewczyny wyszły z dormitorium, a ja opadłam na łoże. Jak ja mogłam być taka głupia? Co, za dużo piwa kremowego? Hormony mi nabuzowały na zapas? Prychnęłam. Wyczesałam dokładnie włosy szczotką Lav. bo swojej nie mogłam znaleźć. Po spiralnych schodach zeszłam na dół obserwując zza kamiennej poręczy co się dzieje. Widać było radosnych szóstoklasistów, wszyscy z zniecierpliwieniem nie mogli się doczekać lekcji teleportacji. Przypomniałam sobie siebie, Harry'ego i Rona rok temu. Ron wyglądał na najszczęśliwszego.
Właśnie ten sam Ron siedział na brunatnym fotelu przy kominku, a obok jego na ziemi sam Harry Potter.
- Harry! Ron! - krzyknęłam.
- Hermiona! - zawołali jednocześnie i podbiegli w moim kierunku. Przytuliłam najpierw Rona, potem Harry'ego, ale nie czułam się swojo wiedząc, że wczoraj tym ciałem dotykałam ciała Draco, przytulałam go.
- Byliśmy już w wielkiej sali.. - zaczął Potter.
- I był tam Malfoy. - zakończył Ron. - Szuka Cię. - powiedział z niesmakiem.

Ja piernicze. 

******
To pierwszy rozdział, mam nadzieję, że się spodobał :3. Liczę na opinie, przepraszam za niedogodności językowe, czy błędy ortograficzne :].

środa, 13 marca 2013

Prologo-powitanie

-Nie spodziewałaś się tu mnie. - odezwał się chłodny głos zza ściany, od toalety.
- Pewnie, że nie! - pisnęła dziewczyna. - To toaleta dla dziewczyn. - szepnęła wycierając łzy.
- Wiem, dlatego myślałem, że Cię znajdę, przestań się na mnie dąsać. No i na niego też.

Taki krótki kawałek tekstu xd .
Oto Fanfiction o Dramione, będzie nieco inny niż inne ( mam nadzieję ). Będę dodawać regularnie posty, bardzo często. Proszę o opinię, wiecie jak miło się czyta i również o ' zażalenia ' co robię nie tak i jak to poprawić. Zachęcam do czytania, staram się robić więcej dialogów, niż opisów, bo one są z czasem nudnawe ;) .
Przybliżenie do postaci :

Hermiona Granger - nieczysta krew, piękna, brązowooka dziewczyna z burzą brązowych włosów.                  
                                   Bardzo mądra, ale i pożyteczna. W tym roku wszystko ma się zmienić. Już nie jest              
                                   małą dziewczynką.

Draco Malfoy - czystej krwi mężczyzna, niezwykle przystojny. Nie toleruję ' szlam ' . Ale czy te kujońskie
                         ciało zacznie go pociągać? Nie, raczej nie...

Ronald Weasley - Hermiona to niezła sztuka, fakt, ale Lavender jest bardziej chętna do buziaków.        

Harry Potter - Wybraniec. Czy przybliży się do Ginny? Czy nie zaczarują go swym urokiem inne piękne  
                       kobiety? Czy zwróci uwagę na Hermione?

Ginny Weasley - Najlepsza przyjaciółka Hermiony. Czy uda jej się ją poskromić? Czy odepchnie zaloty  
                          Wybrańca?

I wielu, wielu innych.

Akcja rozgrywa się w 7 części...

No to, życzmy sobie powodzenia :D  ..