Czułam zapach przekwitających kwiatów. Był koniec września. Zaledwie kilka tygodni temu zaczęłam ten rok niefortunnie. Ale... Czemu...? Czemu ja, zabiłam Lavender? Nie chciałam... Targały mną poczucia winy. Byłam teraz bardziej nerwowa, wróciłam do 'starej' Hermiony. Hermiony, która nie lubiła ryzyka, przestrzegała zasad i bała się wielu spraw. Teraz każdy impuls światła mógł wywołać we mnie dreszcze. Każde uczucie tego, że ludzie przyglądają się mi kuło mnie niesamowicie. Leżał na mnie ciężar. Ciężar śmierci. Nie spodziewałam się, że Lavender coś powie. A już na pewno, że Lav zginie. Parvati przyglądała mi się ciężko. Straciła przyjaciółkę. Najlepszą. Próbowałam ją pocieszyć, ale każda próba kończyła się fiaskiem. Siedziałam na błoniach, pokryta trawą. Nie było mnie widać znad pożółkłych liści. Czytałam, ale tylko przelotnie, ponieważ wciąż myślałam o tragicznej śmierci Lavender. Robią dochodzenie. Znajdą mnie. WYWALĄ MNIE. Nagle ktoś wyrwał mnie z transu.
- Hermiona? - zapytał głos z oddali, jakby bał się, że wybuchnę i ugryzę.
- Tak. - powiedziałam patrząc się w przestrzeń. Próbowałam domyślić się kto to.
Osoba usiadła blisko mnie, a jej chłodne ręce oplotły moje plecy.
Draco.
- Draco? - szepnęłam.
- Cicho. Jestem tu. - powiedział. Tak instynktownie czuł, że napływają mi łzy.
Szlochałam cicho.
- Co się stało Lavender? - zapytał po dłuższej chwili.
Wiedziałam. Wiedziałam, że nie chodzi o mnie. Chodzi mu tylko o wyłowienie informacji.
- Nie wiem. - odpowiedziałam szorstko zrywając się na równe nogi. - Co cię to obchodzi? Nie lubisz jej.
- Nie wiem. - powiedział również wstając. - Narastająca ciekawość.
- Narasta to chyba guz na twojej głowie.
- Co...? - zaczął, ale nie skończył, bo rąbnęłam go 'lekką' lekturą w ten biały, wścibski łeb.
- Co ty wyprawiasz?! - syknął trąc głowę.
- Ty mały, wredny..! - ryknęłam zamachując się jeszcze raz, ale ktoś z tyłu złapał moją książkę.
Odwróciłam się gwałtownie i przyfasoliłam rudzielcowi w nos.
- Ron! - krzyknęłam. - Ron, przepraszam, naprawdę! - powiedziałam dotykając jego rozkwaszonego nosa.
- Nie ważne, Hermiono, naprawdę! - rzekł Ronald pocierając nos. - To chyba da się naprawić... Co robisz z tym bęcwałem?
KOLEJNY.
- Wszyscy jesteście tacy sami! - ryknęłam, upuściłam książkę i pobiegłam do zamku.
***
Przy drzwiach dormitorium usłyszałam szloch.
- Ti, przepraszam, to moja wina. - szepnęłam.
- Nie.. Nie twoja. MOJA. - powiedziała hinduska.
- Ja kazałam złożyć jej przysięgę!
- A ja kazałam jej od ciebie to wyciągnąć. - szlochnęła.
- Ale... Ale Pat...
- Idę do Padmy. Jutro wyjeżdżam. Nie uda mi się pozbierać. - oznajmiła.
- Ale .. Nie możesz!
- Zostaniesz z Fay w dormitorium. Po za tym ostatni rok nie jest obowiązkowy. Sama o sobie decyduję. - powiedziała i odeszła.
Usiadłam na łóżku i patrzyłam się w przestrzeń. Zamurowało mnie. Totalna załamka. Czemu... czemu to przeze mnie? Czemu ciąży na mnie poczucie winy? Czemu na Parvati też? ..
Starając się ukoić łaknące smutku sumienie udałam się gdzieś, gdzie w życiu bym nie poszła...
***
Uchyliłam drzwi, które skrzypiały niemiłosiernie. W uszach słyszałam szum wody, tryskającej z umywalki. Chłodno i wilgotno - to co lubi... Marta. To tutaj się zaczęło. Weszłam do łazienki i od razu przemoczyłam sobie balerinki do suchej nitki. Woda, wszędzie woda! Nawet na moich policzkach, jednakże ta woda nie była z kranu. Była słona, niczym łzy, ponieważ to były łzy. Podbiegłam do kabiny, przy czym towarzyszyły mi głośne pluski wody. Zatrzasnęłam drzwi i padłam na kafelki, mocząc moje cztery litery.
- Oooooo! - krzyknął ktoś głośno, a głos odbił się od kafelek z setnym echem. - Czyżbyś ktoś płakał? Czyżby była to nasza wielmożna Hemionka, która zabiła swoją przyjaciółkę?!
- MARTO! - wyszlochałam. - To TY ją zabiłaś. - wypłakałam.
- Możliwe. - wychrypiał duch, po czym wybuchnął - HERRRRRRRRRMIOOONA TO BEKSA!
Nieszczególnie mnie to wzruszyło. Jęczałam i szlochałam dalej.
- Hermiono? - zapytał głos, niczym balsam na moje uszy. - Jesteś tu?
Nie odpowiedziałam. Szlochałam w dalszym ciągu. Jęknęłam głośno. Niestety, wiedziałam kto to.
- Nie spodziewałaś się tu mnie. - odezwał się chłodny głos zza ściany od toalety.
- Pewnie, że nie. - pisnęłam. - To toaleta dla dziewczyn. - szepnęłam, wycierając łzy.
- Wiem, dlatego myślałem, że Cię tu znajdę. Przestań się na mnie dąsać. No i.. na niego też..
Oświecę was - gadałam z Malfoy'em. Ta rozmowa była tak rozkosznie dziecinna. Z mojej strony dziecinna...
- Na nikogo się nie dąsam, ośle! - krzyknęłam, a mój głos rozniósł się po placówce.
- Właśnie widzę. - zakpił ze mnie blondas.
- Odejdź, weź wyjdź ! - krzyknęłam prędko.
- Nie wyjdę, dopóki mi nie powiesz co stało się z Lavender.
- A jak Ci nie powiem?
- To..
- To co?!
- To cię pocałuję.
CO? CO to w ogóle miało znaczyć?!
- Co? Odejdź. - powiedziałam zszokowana.
- Nie. - rzekł stanowczo.
- Nie żartuję - idź.
- Ja cię kocham!
Dopiero teraz zauważyłam, że Marta przestała śpiewać i przyglądała nam się z taką czułością.
- A .. Ja cię nie. - stwierdziłam po sekundach namysłu.
Nastała chwila ciszy.
Nagle gwałtownie Dracon wziął sytuacje w swoje... usta? Pocałował mnie. Tak jak sobie wyśniłam!
Tak jak w śnie! Tak cudownie, tak.. ROMANTYCZNIE, z takim uczuciem. Przerwał i spojrzał mi w oczy.
- Nic? - zapytał patrząc się na mnie oczami szczeniaczka, które.. raczej nie były dla zabawy.
- Nic. - powiedziałam ze skamieniałą twarzą, wstałam i wymaszerowałam z łazienki.
Co ja do cholery zrobiłam ?!

JAK TY MOGŁAŚ MI TO ZROBIĆ ?! ZABIJĘ CIĘ ! CRUCIO !
OdpowiedzUsuńNo okej opanowałam się i teraz się jaram :D
Jakby mi tak zrobił jak jej to bym chyba ... AAA :D
Wgl. super rozdział, najlepszy jak do tej pory. Coś się dzieje ^^
Kiedy następny ? c;
Ej, no, bez takich :D. Wiem, że najlepszy, ale jakoś musiało się rozkręcić ;D. Rozdział w drodze ;3.
UsuńCo bez takich ? Zasłużyłaś xd Ale z drugiej strony ja na wszystkich rzucam to nieszczęsne Crucio i ... nic sie nie dzieje :cc
UsuńSzybciej ten rozdział bo czekam, czekam i się doczekać nie mogę :D
Ej no kiedy dasz następny ???
OdpowiedzUsuń