- Ja TY możesz ?
- Ginny, ja .. nie chcę nawet z tobą tak gadać! - krzyknęłam.
- To TY chciałaś, bym opowiedziała Ci to, co czuję, więc wychodząc teraz zranisz mnie. - Powiedziała powoli.
- TY raczej ranisz mnie! Jak w ogóle możesz mówić, że twoje problemy są przeze mnie, jak jako jedyna zawsze towarzyszę Ci... ZAWSZE.
- Ty tak myślisz. Ja widzę to inaczej. - powiedziała patrząc się w ogień. Uśmiechała się.
Rozejrzałam się po pokoju. Obrazy smacznie chrapały. Czułam się żałośnie. Złapałam się za głowę dwoma rękami i potrząsnęłam ją gwałtownie.
- No dobra, mów.
Ruda odwróciła się do mnie z prędkością światła. Teraz dojrzałam jej twarz w pełni, nie z profilu. Uśmiechała się złośliwie, racja. Ale jej oczy były wilgotne. Nie rozumiałam jej. Przecież zawsze się przyjaźniłyśmy, ba! ja się z nią przyjaźniłam, nie miała innych koleżanek, dziewczyny z roku jej nie cierpiały.
Między innymi dlatego, że zajmowała wszystkich fajnych chłopców, z czasem nawet Neville'a. Nie wiedziałam co mam mówić, więc zamilkłam. Czekałam, aż Rudawa zacznie swą niekończącą się opowieść, w której oskarża mnie na wszystkie problemy swojego życia.
Szkoda, że nie wzięłam popcornu.
- No dajesz.
Ruda odchrząknęła sobie.
- Pamiętam czasy, kiedy oddałam się pamiętnikowi Riddle'a. To Harry mnie uratował. Nie ciebie, mnie.
- No raczej! Nawet kiedy zobaczyłabym ten dziennik nie byłabym taka...
- Mam opowiadać, czy nie? - zapytała głośno.
- Dawaj.
- Byłam wtedy nim mocno zauroczona. Liczyłam, że w 4 klasie, w mojej 3, zabierze mnie na Bal Bożonarodzeniowy. Myliłam się. Przez długi czas myślałam tylko o tym, że jesteś jego jedyną damską przyjaciółką. Myliłam się, ty wolałaś Kruma, w tym Cię podziwiam, wyrwałam wielu facetów, ale mistrza sportu? Jeszcze nie... - dodała cicho. - No więc, wracając do historii, chciałam sprawdzić, czy wziął na bal ciebie, całe szczęście - nie. Dlatego wybrałam się z ... - tu udała, że wymiotuję - Longbottom'em.
- CO Ci się nie podoba w Neville'u? - zapytałam, a ta zgorzkniała jędza zignorowała moje pytanie.
- Widziałam Cię z Krumem, ale zobaczyłam też smutek Rona. Mojego brata.
- On już Cię nie chcę, nie wiem czemu, nie chcę Cię w rodzinie.
- Wiem. Może poczekałabyś, żebym do tego doszła, co, Hermiono?
- Jasne. - mruknęłam wpatrując się w Rudą.
- Było mi go żal. On.. On cię kochał.. Nadal kocha.
Coś mnie ukuło. Ron. Mój przyjaciel. Moim chłopakiem? Naprawdę? To jakiś żart?
Jeśli tak, to nieudany.
- Tak nieszczęśliwie Cię kocha.. A ty, cóż, wolisz Wybrańca, który przeznaczony jest MI!
- Ginny, ja.. Nie kocham Ronalda, znaczy, jak wiesz... Przyjaciela. Harry'ego też. Lecz jedno jest dla mnie niepojęte. Dlaczego w tym roku postanowiłaś spotykać się z Zachariaszem? Rok temu z nim nie byłaś, prawda?
- Prawda. W sumie, Ron nie cierpi Riaszka..
- Czemu mówisz na niego Riaszek skoro twoje serce rzekomo należy do Wybrańca?
- Bo jest.. Taki czuły, taki nieobojętny... taki..
- GINNY! Przestań, proszę. Natychmiast. CO ty gadasz? Chcesz startować na dwa fronty? To żałosne.
- Możliwe! Co Ci do tego i tak wolisz Malfoy'a!
- ZWARIOWAŁAŚ?! - zareagowałam szybko. - Ginny, chciałam z tobą spokojnie porozmawiać, ale ty zwariowałaś!
- Wyjdź stąd ! - ryknęła! - WON!
- Ginny, nie chcę przez ciebie cierpieć. Jak ty się zachowujesz? Najchętniej poszłabyś się przespać z nauczycielami, żeby podwyższyć oceny!
- Skąd wiesz, że jeszcze tego nie robię? - zapytała złośliwie.
IDIOTKA.
- IDIOTKA! - krzyknęłam. - Nie masz się czym chwalić! Idę stąd.
Powiedziałam, trzasnęłam drzwiami od dormitorium i położyłam się do łóżka. W uszach słyszałam tylko szum mojej krwi i bicie serca. Moim ciałem targała złość. Wywijałam się na wszystkie strony. Nagle wzdrygnęłam się. Na szczęście to tylko Fay, która wróciła z nocnych gargulków, chrapnęła głośno.
Zasnęłam.
***
Stałam w prześlicznej szmaragdowozielonej sukni po kostki. Musnęłam swoje włosy. Były zakręcone w duże, staromodne pukle. Uśmiechnęłam się. Nie wiedziałam czemu. Dopiero po chwili domyśliłam się czemu obdarzyłam białą nicość swoim uśmiechem. Ku mojemu zdziwieniu z bieli wyłonił się blady jak tło chłopak, o szarych, zimnych oczach i platynowych włosach. Uśmiechnął się. Nigdy nie widziałam jego uśmiechu, pozbawionego tego oczywistego grymasu. Podszedł do mnie i złapał mnie za rękę. Spojrzałam mu w oczy. Oj tak, tak cudownie.
- Pocałuj mnie. - powiedział, a jego głos wywołał u mnie dreszcze.
Złapał mnie za talie. Przybliżył swoje usta do moich. Czułam jego ciepło. Jego język, tak wilgotny, tak cudownie łączył się z moim. Przestał. Wgryzał się w moje wargi delikatnie. Wbił zęby w moją szyję, ale nie sprawiało mi to bólu, wręcz przeciwnie - przyjemność.
- Miona.. - szeptał. - Mionna..
- Słucham? - pytałam dla żartu.
Nie zwróciłam uwagi, że już leżeliśmy na podłodze. W prawdzie chłodnej, ale ciepło Dracona dawało mi się we znaki.
- Hermiono, przestań. - krzyczał. Nie wiedziałam o co chodzi. - Przestań.
***
- Przestań, Hermiooona! - krzyczała Lavender.
To był tylko sen.
***
Wybaczcie, że taki krótki rozdział, ale tak się domagacie ;*.
- Ginny, ja .. nie chcę nawet z tobą tak gadać! - krzyknęłam.
- To TY chciałaś, bym opowiedziała Ci to, co czuję, więc wychodząc teraz zranisz mnie. - Powiedziała powoli.
- TY raczej ranisz mnie! Jak w ogóle możesz mówić, że twoje problemy są przeze mnie, jak jako jedyna zawsze towarzyszę Ci... ZAWSZE.
- Ty tak myślisz. Ja widzę to inaczej. - powiedziała patrząc się w ogień. Uśmiechała się.
Rozejrzałam się po pokoju. Obrazy smacznie chrapały. Czułam się żałośnie. Złapałam się za głowę dwoma rękami i potrząsnęłam ją gwałtownie.
- No dobra, mów.
Ruda odwróciła się do mnie z prędkością światła. Teraz dojrzałam jej twarz w pełni, nie z profilu. Uśmiechała się złośliwie, racja. Ale jej oczy były wilgotne. Nie rozumiałam jej. Przecież zawsze się przyjaźniłyśmy, ba! ja się z nią przyjaźniłam, nie miała innych koleżanek, dziewczyny z roku jej nie cierpiały.
Między innymi dlatego, że zajmowała wszystkich fajnych chłopców, z czasem nawet Neville'a. Nie wiedziałam co mam mówić, więc zamilkłam. Czekałam, aż Rudawa zacznie swą niekończącą się opowieść, w której oskarża mnie na wszystkie problemy swojego życia.
Szkoda, że nie wzięłam popcornu.
- No dajesz.
Ruda odchrząknęła sobie.
- Pamiętam czasy, kiedy oddałam się pamiętnikowi Riddle'a. To Harry mnie uratował. Nie ciebie, mnie.
- No raczej! Nawet kiedy zobaczyłabym ten dziennik nie byłabym taka...
- Mam opowiadać, czy nie? - zapytała głośno.
- Dawaj.
- Byłam wtedy nim mocno zauroczona. Liczyłam, że w 4 klasie, w mojej 3, zabierze mnie na Bal Bożonarodzeniowy. Myliłam się. Przez długi czas myślałam tylko o tym, że jesteś jego jedyną damską przyjaciółką. Myliłam się, ty wolałaś Kruma, w tym Cię podziwiam, wyrwałam wielu facetów, ale mistrza sportu? Jeszcze nie... - dodała cicho. - No więc, wracając do historii, chciałam sprawdzić, czy wziął na bal ciebie, całe szczęście - nie. Dlatego wybrałam się z ... - tu udała, że wymiotuję - Longbottom'em.
- CO Ci się nie podoba w Neville'u? - zapytałam, a ta zgorzkniała jędza zignorowała moje pytanie.
- Widziałam Cię z Krumem, ale zobaczyłam też smutek Rona. Mojego brata.
- On już Cię nie chcę, nie wiem czemu, nie chcę Cię w rodzinie.
- Wiem. Może poczekałabyś, żebym do tego doszła, co, Hermiono?
- Jasne. - mruknęłam wpatrując się w Rudą.
- Było mi go żal. On.. On cię kochał.. Nadal kocha.
Coś mnie ukuło. Ron. Mój przyjaciel. Moim chłopakiem? Naprawdę? To jakiś żart?
Jeśli tak, to nieudany.
- Tak nieszczęśliwie Cię kocha.. A ty, cóż, wolisz Wybrańca, który przeznaczony jest MI!
- Ginny, ja.. Nie kocham Ronalda, znaczy, jak wiesz... Przyjaciela. Harry'ego też. Lecz jedno jest dla mnie niepojęte. Dlaczego w tym roku postanowiłaś spotykać się z Zachariaszem? Rok temu z nim nie byłaś, prawda?
- Prawda. W sumie, Ron nie cierpi Riaszka..
- Czemu mówisz na niego Riaszek skoro twoje serce rzekomo należy do Wybrańca?
- Bo jest.. Taki czuły, taki nieobojętny... taki..
- GINNY! Przestań, proszę. Natychmiast. CO ty gadasz? Chcesz startować na dwa fronty? To żałosne.
- Możliwe! Co Ci do tego i tak wolisz Malfoy'a!
- ZWARIOWAŁAŚ?! - zareagowałam szybko. - Ginny, chciałam z tobą spokojnie porozmawiać, ale ty zwariowałaś!
- Wyjdź stąd ! - ryknęła! - WON!
- Ginny, nie chcę przez ciebie cierpieć. Jak ty się zachowujesz? Najchętniej poszłabyś się przespać z nauczycielami, żeby podwyższyć oceny!
- Skąd wiesz, że jeszcze tego nie robię? - zapytała złośliwie.
IDIOTKA.
- IDIOTKA! - krzyknęłam. - Nie masz się czym chwalić! Idę stąd.
Powiedziałam, trzasnęłam drzwiami od dormitorium i położyłam się do łóżka. W uszach słyszałam tylko szum mojej krwi i bicie serca. Moim ciałem targała złość. Wywijałam się na wszystkie strony. Nagle wzdrygnęłam się. Na szczęście to tylko Fay, która wróciła z nocnych gargulków, chrapnęła głośno.
Zasnęłam.
***
Stałam w prześlicznej szmaragdowozielonej sukni po kostki. Musnęłam swoje włosy. Były zakręcone w duże, staromodne pukle. Uśmiechnęłam się. Nie wiedziałam czemu. Dopiero po chwili domyśliłam się czemu obdarzyłam białą nicość swoim uśmiechem. Ku mojemu zdziwieniu z bieli wyłonił się blady jak tło chłopak, o szarych, zimnych oczach i platynowych włosach. Uśmiechnął się. Nigdy nie widziałam jego uśmiechu, pozbawionego tego oczywistego grymasu. Podszedł do mnie i złapał mnie za rękę. Spojrzałam mu w oczy. Oj tak, tak cudownie.
- Pocałuj mnie. - powiedział, a jego głos wywołał u mnie dreszcze.
Złapał mnie za talie. Przybliżył swoje usta do moich. Czułam jego ciepło. Jego język, tak wilgotny, tak cudownie łączył się z moim. Przestał. Wgryzał się w moje wargi delikatnie. Wbił zęby w moją szyję, ale nie sprawiało mi to bólu, wręcz przeciwnie - przyjemność.
- Miona.. - szeptał. - Mionna..
- Słucham? - pytałam dla żartu.
Nie zwróciłam uwagi, że już leżeliśmy na podłodze. W prawdzie chłodnej, ale ciepło Dracona dawało mi się we znaki.
- Hermiono, przestań. - krzyczał. Nie wiedziałam o co chodzi. - Przestań.
***
- Przestań, Hermiooona! - krzyczała Lavender.
To był tylko sen.
***
Wybaczcie, że taki krótki rozdział, ale tak się domagacie ;*.

Weeeee . Co tak krótko . .
OdpowiedzUsuńKiedy nastepy ?
Och, mówiłam, że krótki. Napiszę w ten weekend, postaram się ;>
UsuńEj to ma być prawda ! ;o
OdpowiedzUsuńNo to się staraj i dodawaj szybko ;3