Czułam zapach przekwitających kwiatów. Był koniec września. Zaledwie kilka tygodni temu zaczęłam ten rok niefortunnie. Ale... Czemu...? Czemu ja, zabiłam Lavender? Nie chciałam... Targały mną poczucia winy. Byłam teraz bardziej nerwowa, wróciłam do 'starej' Hermiony. Hermiony, która nie lubiła ryzyka, przestrzegała zasad i bała się wielu spraw. Teraz każdy impuls światła mógł wywołać we mnie dreszcze. Każde uczucie tego, że ludzie przyglądają się mi kuło mnie niesamowicie. Leżał na mnie ciężar. Ciężar śmierci. Nie spodziewałam się, że Lavender coś powie. A już na pewno, że Lav zginie. Parvati przyglądała mi się ciężko. Straciła przyjaciółkę. Najlepszą. Próbowałam ją pocieszyć, ale każda próba kończyła się fiaskiem. Siedziałam na błoniach, pokryta trawą. Nie było mnie widać znad pożółkłych liści. Czytałam, ale tylko przelotnie, ponieważ wciąż myślałam o tragicznej śmierci Lavender. Robią dochodzenie. Znajdą mnie. WYWALĄ MNIE. Nagle ktoś wyrwał mnie z transu.
- Hermiona? - zapytał głos z oddali, jakby bał się, że wybuchnę i ugryzę.
- Tak. - powiedziałam patrząc się w przestrzeń. Próbowałam domyślić się kto to.
Osoba usiadła blisko mnie, a jej chłodne ręce oplotły moje plecy.
Draco.
- Draco? - szepnęłam.
- Cicho. Jestem tu. - powiedział. Tak instynktownie czuł, że napływają mi łzy.
Szlochałam cicho.
- Co się stało Lavender? - zapytał po dłuższej chwili.
Wiedziałam. Wiedziałam, że nie chodzi o mnie. Chodzi mu tylko o wyłowienie informacji.
- Nie wiem. - odpowiedziałam szorstko zrywając się na równe nogi. - Co cię to obchodzi? Nie lubisz jej.
- Nie wiem. - powiedział również wstając. - Narastająca ciekawość.
- Narasta to chyba guz na twojej głowie.
- Co...? - zaczął, ale nie skończył, bo rąbnęłam go 'lekką' lekturą w ten biały, wścibski łeb.
- Co ty wyprawiasz?! - syknął trąc głowę.
- Ty mały, wredny..! - ryknęłam zamachując się jeszcze raz, ale ktoś z tyłu złapał moją książkę.
Odwróciłam się gwałtownie i przyfasoliłam rudzielcowi w nos.
- Ron! - krzyknęłam. - Ron, przepraszam, naprawdę! - powiedziałam dotykając jego rozkwaszonego nosa.
- Nie ważne, Hermiono, naprawdę! - rzekł Ronald pocierając nos. - To chyba da się naprawić... Co robisz z tym bęcwałem?
KOLEJNY.
- Wszyscy jesteście tacy sami! - ryknęłam, upuściłam książkę i pobiegłam do zamku.
***
Przy drzwiach dormitorium usłyszałam szloch.
- Ti, przepraszam, to moja wina. - szepnęłam.
- Nie.. Nie twoja. MOJA. - powiedziała hinduska.
- Ja kazałam złożyć jej przysięgę!
- A ja kazałam jej od ciebie to wyciągnąć. - szlochnęła.
- Ale... Ale Pat...
- Idę do Padmy. Jutro wyjeżdżam. Nie uda mi się pozbierać. - oznajmiła.
- Ale .. Nie możesz!
- Zostaniesz z Fay w dormitorium. Po za tym ostatni rok nie jest obowiązkowy. Sama o sobie decyduję. - powiedziała i odeszła.
Usiadłam na łóżku i patrzyłam się w przestrzeń. Zamurowało mnie. Totalna załamka. Czemu... czemu to przeze mnie? Czemu ciąży na mnie poczucie winy? Czemu na Parvati też? ..
Starając się ukoić łaknące smutku sumienie udałam się gdzieś, gdzie w życiu bym nie poszła...
***
Uchyliłam drzwi, które skrzypiały niemiłosiernie. W uszach słyszałam szum wody, tryskającej z umywalki. Chłodno i wilgotno - to co lubi... Marta. To tutaj się zaczęło. Weszłam do łazienki i od razu przemoczyłam sobie balerinki do suchej nitki. Woda, wszędzie woda! Nawet na moich policzkach, jednakże ta woda nie była z kranu. Była słona, niczym łzy, ponieważ to były łzy. Podbiegłam do kabiny, przy czym towarzyszyły mi głośne pluski wody. Zatrzasnęłam drzwi i padłam na kafelki, mocząc moje cztery litery.
- Oooooo! - krzyknął ktoś głośno, a głos odbił się od kafelek z setnym echem. - Czyżbyś ktoś płakał? Czyżby była to nasza wielmożna Hemionka, która zabiła swoją przyjaciółkę?!
- MARTO! - wyszlochałam. - To TY ją zabiłaś. - wypłakałam.
- Możliwe. - wychrypiał duch, po czym wybuchnął - HERRRRRRRRRMIOOONA TO BEKSA!
Nieszczególnie mnie to wzruszyło. Jęczałam i szlochałam dalej.
- Hermiono? - zapytał głos, niczym balsam na moje uszy. - Jesteś tu?
Nie odpowiedziałam. Szlochałam w dalszym ciągu. Jęknęłam głośno. Niestety, wiedziałam kto to.
- Nie spodziewałaś się tu mnie. - odezwał się chłodny głos zza ściany od toalety.
- Pewnie, że nie. - pisnęłam. - To toaleta dla dziewczyn. - szepnęłam, wycierając łzy.
- Wiem, dlatego myślałem, że Cię tu znajdę. Przestań się na mnie dąsać. No i.. na niego też..
Oświecę was - gadałam z Malfoy'em. Ta rozmowa była tak rozkosznie dziecinna. Z mojej strony dziecinna...
- Na nikogo się nie dąsam, ośle! - krzyknęłam, a mój głos rozniósł się po placówce.
- Właśnie widzę. - zakpił ze mnie blondas.
- Odejdź, weź wyjdź ! - krzyknęłam prędko.
- Nie wyjdę, dopóki mi nie powiesz co stało się z Lavender.
- A jak Ci nie powiem?
- To..
- To co?!
- To cię pocałuję.
CO? CO to w ogóle miało znaczyć?!
- Co? Odejdź. - powiedziałam zszokowana.
- Nie. - rzekł stanowczo.
- Nie żartuję - idź.
- Ja cię kocham!
Dopiero teraz zauważyłam, że Marta przestała śpiewać i przyglądała nam się z taką czułością.
- A .. Ja cię nie. - stwierdziłam po sekundach namysłu.
Nastała chwila ciszy.
Nagle gwałtownie Dracon wziął sytuacje w swoje... usta? Pocałował mnie. Tak jak sobie wyśniłam!
Tak jak w śnie! Tak cudownie, tak.. ROMANTYCZNIE, z takim uczuciem. Przerwał i spojrzał mi w oczy.
- Nic? - zapytał patrząc się na mnie oczami szczeniaczka, które.. raczej nie były dla zabawy.
- Nic. - powiedziałam ze skamieniałą twarzą, wstałam i wymaszerowałam z łazienki.
Co ja do cholery zrobiłam ?!
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Rozdział V ''Co przydarzyło się Lav Lav.'
- Lavender! - krzyknęłam oskarżycielsko. Ta senna chwila przyjemności prysnęła jak bańka mydlana. Bardzo realistyczna bańka mydlana. - Czemu mnie obudziłaś?
- Nie wiem. - powiedziała wzruszając ramionami. - Czemu spałaś?
- Co?! - parsknęłam. - To odciągające od tematu pytanie jest żałosne.
Lavender usiadła na moim łóżku po turecku, zasłoniła kotarę i zaczęła płakać.
- Lav, co jest? - powiedziałam siadając. Patrzyłam się na nią uważnie.
- N.. nic.. - siorbnęła nosem. - Naprawdę.
- Tak, może mi jeszcze powiesz, że nic cię nie dręczy. - zakpiłam.
- Miona, po prostu mi smutno.. Przytul mnie! - jęknęła.
Wykaraskałam się z kołdry przytuliłam Lavender głaszcząc ją po niezwykle niesfornych włosach. Przykryłam nas.
- No mów, co się stało. - powiedziałam cicho, przypominając sobie, że Parvati i Fay mają lekki sen. - Proszę. - dodałam po chwili.
LAv nabrała powietrza.
- NO więc.. Eh, nie wiem zupełnie, jak mam Ci to powiedzieć...
- Jakoś to zniosę. - stwierdziłam natychmiast przypominając sobie opowieść Ginny... Nie wiem czy byłam w stanie pochłonąć jeszcze jedną opowieść, ale miałam nadzieję, że Lav oszczędzi mi wątków o moim marnym życiu, przez który ma kompleksy bo...Ron jest mną zainteresowany.
- No, bo.. Ron jest tobą zainteresowany!
Czy powinnam zapisać się na wróżbiarstwo? Chyba jestem dobra z tego przedmiotu..
- Przykre, bo ja nie. - powiedziałam szybko, co było prawdą.. moje serce należało do zupełnie innej osoby. Nigdy nie powiedziałabym, że on, jest dla mnie ważny, najważniejszy, czy w ogóle cokolwiek dla mnie znaczy. Dobra. Dorosłam. Nie mam za co się obwiniać, po prostu kocham go ot tak. On może mnie też.. Nawet nie wiem. Ale czemu nic nie wiem? Może wiem, ale muszę się głębiej zastanowić?
- HERMIONA! Ty nawet mnie nie słuchasz! - powiedziała z wyrzutem.
- Wybacz. Odpłynęłam.
- Na temat Rona? - rzekła, a jej oczy napełniły się łzami.
- Mogłabym Ci powiedzieć, ale .. niestety jestem pewna, że wygadasz.
- To.. na czyj temat? - zapytała zainteresowana.
- Lavender, obiecaj!
- Obiecuję.
- Złóż przysięgę wieczystą. - wypaliłam.
- Co? Oszalałaś?
- Możliwe. - poweidziałam po głębszym zastanowieniu.
- Nie wiem, czy to nie jest karalne.
- Nie skąd. Najgorszą karą jest śmierć za wypaplanie tego Parvati lub Fay, lub komukolwiek innemu.
Lavender myślała przez dłuższą chwilę. Jej plotkarska natura była silniejsza.
- DOBRA.
Wstałyśmy. Musiałyśmy mieć jeszcze jedną osobę. Wiedziałam kogo wybrać. Wyszłyśmy z Pokoju wspólnego...
***
- Gdzie my jesteśmy? - zapytała idąc za mną.
- Gdzieś na drugim piętrze, obok łazienki Marty.
-Co?! Proszę, nie.. Ona wyśmiewa się z moich loków.
- Ty masz prawie 18 lat, Lav.
- I co? Ona potrafi być cholernie wredna.
- Ale chyba nie zapomniała jak się czaruję, co? - zapytałam z uśmiechem.
- Nie ma różdżki!
- Och, ty masz tak cholernie ciasny umysł, Lav, Lav. - zażartowałam i otworzyłam ciężkie drzwzi do łazienki.
Tradycyjnie słyszałam szloch Marty.
- Marto.. Chciałabyć poczarować.. może?
Duch dziewczyny rzucił się na dół.
- PEWWNIE. - powiedziała głośno.
- Chcę.. Ona chcę złożyć mi wieczystą przysięgę.
- Jasne, dajcie mi różdżkę.
***
- Dziwnie się czuję. - powiedziała Lav, Lav.
- Nie kłam, po przysiędze wieczystej nic się nie czuję. No może z wyjątkiem strachu.
- To powiesz mi do jasnej ciasnej w kim się bujasz?
- Tak. Wyjdźmy z dormitorium.
Ognisko się paliło. W Pokoju było późno. Zaczynało świtać. Postanowiłam się streszczyć.
- To Malfoy. - wypaliłam. - To Malfoy mi zawrócił w głowie.
- NIE GADAJ! - krzyknęła Lavender.
- LAVENDER! - skarciłam ją. - Nie możesz nikomu mówić, dopóty się nie połączymy, albo w ogóle, do końca nie możesz.
- Jasne. Tak wiem... Chodźmy spać, została nam na pewno z godzinka snu.
***
- AAA, HERMIONO! - krzyknęła Parvati.
Zerwałam się z łóżka.
- Co jest Pat? - zapytałam wpół przytomna.
- Lavender nie.. nie oddycha!
Myślałam, że zemdleje.
- Jak to? Mówiła Ci coś o mnie?
- Tak... tak.. że... że lubisz Malfoy'a.
- Cholera jasna, biegnij po profesor McGonagall! - rozkazałam i rzuciłam się do martwego już ciała Lav.. - FAY! Fay, pomóż mi ją ocucić !
Po wielokrotnych próbach nic nam się nie udało. Zabiłam ją. TAK. Ja to zrobiłam.
Profesor McGonagall patrzyła na nas dziwnie.
- To niemożliwe. To NIE mogła być przysięga wieczysta. Wykrylibyśmy czar.
- A... Jeśli to zrobiła osoba niezapisana do szkoły? - podsunęłam. To przecież Marta nas zaczarowała.
- Och i tak byśmy wiedzieli panno Granger. No cóż... Muszę zawiadomić jej rodziców. Jutro pogrzeb. Na błoniach. Przyjdźcie.
Jestem morderczynią....
- Nie wiem. - powiedziała wzruszając ramionami. - Czemu spałaś?
- Co?! - parsknęłam. - To odciągające od tematu pytanie jest żałosne.
Lavender usiadła na moim łóżku po turecku, zasłoniła kotarę i zaczęła płakać.
- Lav, co jest? - powiedziałam siadając. Patrzyłam się na nią uważnie.
- N.. nic.. - siorbnęła nosem. - Naprawdę.
- Tak, może mi jeszcze powiesz, że nic cię nie dręczy. - zakpiłam.
- Miona, po prostu mi smutno.. Przytul mnie! - jęknęła.
Wykaraskałam się z kołdry przytuliłam Lavender głaszcząc ją po niezwykle niesfornych włosach. Przykryłam nas.
- No mów, co się stało. - powiedziałam cicho, przypominając sobie, że Parvati i Fay mają lekki sen. - Proszę. - dodałam po chwili.
LAv nabrała powietrza.
- NO więc.. Eh, nie wiem zupełnie, jak mam Ci to powiedzieć...
- Jakoś to zniosę. - stwierdziłam natychmiast przypominając sobie opowieść Ginny... Nie wiem czy byłam w stanie pochłonąć jeszcze jedną opowieść, ale miałam nadzieję, że Lav oszczędzi mi wątków o moim marnym życiu, przez który ma kompleksy bo...Ron jest mną zainteresowany.
- No, bo.. Ron jest tobą zainteresowany!
Czy powinnam zapisać się na wróżbiarstwo? Chyba jestem dobra z tego przedmiotu..
- Przykre, bo ja nie. - powiedziałam szybko, co było prawdą.. moje serce należało do zupełnie innej osoby. Nigdy nie powiedziałabym, że on, jest dla mnie ważny, najważniejszy, czy w ogóle cokolwiek dla mnie znaczy. Dobra. Dorosłam. Nie mam za co się obwiniać, po prostu kocham go ot tak. On może mnie też.. Nawet nie wiem. Ale czemu nic nie wiem? Może wiem, ale muszę się głębiej zastanowić?
- HERMIONA! Ty nawet mnie nie słuchasz! - powiedziała z wyrzutem.
- Wybacz. Odpłynęłam.
- Na temat Rona? - rzekła, a jej oczy napełniły się łzami.
- Mogłabym Ci powiedzieć, ale .. niestety jestem pewna, że wygadasz.
- To.. na czyj temat? - zapytała zainteresowana.
- Lavender, obiecaj!
- Obiecuję.
- Złóż przysięgę wieczystą. - wypaliłam.
- Co? Oszalałaś?
- Możliwe. - poweidziałam po głębszym zastanowieniu.
- Nie wiem, czy to nie jest karalne.
- Nie skąd. Najgorszą karą jest śmierć za wypaplanie tego Parvati lub Fay, lub komukolwiek innemu.
Lavender myślała przez dłuższą chwilę. Jej plotkarska natura była silniejsza.
- DOBRA.
Wstałyśmy. Musiałyśmy mieć jeszcze jedną osobę. Wiedziałam kogo wybrać. Wyszłyśmy z Pokoju wspólnego...
***
- Gdzie my jesteśmy? - zapytała idąc za mną.
- Gdzieś na drugim piętrze, obok łazienki Marty.
-Co?! Proszę, nie.. Ona wyśmiewa się z moich loków.
- Ty masz prawie 18 lat, Lav.
- I co? Ona potrafi być cholernie wredna.
- Ale chyba nie zapomniała jak się czaruję, co? - zapytałam z uśmiechem.
- Nie ma różdżki!
- Och, ty masz tak cholernie ciasny umysł, Lav, Lav. - zażartowałam i otworzyłam ciężkie drzwzi do łazienki.
Tradycyjnie słyszałam szloch Marty.
- Marto.. Chciałabyć poczarować.. może?
Duch dziewczyny rzucił się na dół.
- PEWWNIE. - powiedziała głośno.
- Chcę.. Ona chcę złożyć mi wieczystą przysięgę.
- Jasne, dajcie mi różdżkę.
***
- Dziwnie się czuję. - powiedziała Lav, Lav.
- Nie kłam, po przysiędze wieczystej nic się nie czuję. No może z wyjątkiem strachu.
- To powiesz mi do jasnej ciasnej w kim się bujasz?
- Tak. Wyjdźmy z dormitorium.
Ognisko się paliło. W Pokoju było późno. Zaczynało świtać. Postanowiłam się streszczyć.
- To Malfoy. - wypaliłam. - To Malfoy mi zawrócił w głowie.
- NIE GADAJ! - krzyknęła Lavender.
- LAVENDER! - skarciłam ją. - Nie możesz nikomu mówić, dopóty się nie połączymy, albo w ogóle, do końca nie możesz.
- Jasne. Tak wiem... Chodźmy spać, została nam na pewno z godzinka snu.
***
- AAA, HERMIONO! - krzyknęła Parvati.
Zerwałam się z łóżka.
- Co jest Pat? - zapytałam wpół przytomna.
- Lavender nie.. nie oddycha!
Myślałam, że zemdleje.
- Jak to? Mówiła Ci coś o mnie?
- Tak... tak.. że... że lubisz Malfoy'a.
- Cholera jasna, biegnij po profesor McGonagall! - rozkazałam i rzuciłam się do martwego już ciała Lav.. - FAY! Fay, pomóż mi ją ocucić !
Po wielokrotnych próbach nic nam się nie udało. Zabiłam ją. TAK. Ja to zrobiłam.
Profesor McGonagall patrzyła na nas dziwnie.
- To niemożliwe. To NIE mogła być przysięga wieczysta. Wykrylibyśmy czar.
- A... Jeśli to zrobiła osoba niezapisana do szkoły? - podsunęłam. To przecież Marta nas zaczarowała.
- Och i tak byśmy wiedzieli panno Granger. No cóż... Muszę zawiadomić jej rodziców. Jutro pogrzeb. Na błoniach. Przyjdźcie.
Jestem morderczynią....
czwartek, 4 kwietnia 2013
Rozdział IV ' Opowieść Rudej' cz.2
- Jak możesz? - zapytałam z wyrzutem.
- Ja TY możesz ?
- Ginny, ja .. nie chcę nawet z tobą tak gadać! - krzyknęłam.
- To TY chciałaś, bym opowiedziała Ci to, co czuję, więc wychodząc teraz zranisz mnie. - Powiedziała powoli.
- TY raczej ranisz mnie! Jak w ogóle możesz mówić, że twoje problemy są przeze mnie, jak jako jedyna zawsze towarzyszę Ci... ZAWSZE.
- Ty tak myślisz. Ja widzę to inaczej. - powiedziała patrząc się w ogień. Uśmiechała się.
Rozejrzałam się po pokoju. Obrazy smacznie chrapały. Czułam się żałośnie. Złapałam się za głowę dwoma rękami i potrząsnęłam ją gwałtownie.
- No dobra, mów.
Ruda odwróciła się do mnie z prędkością światła. Teraz dojrzałam jej twarz w pełni, nie z profilu. Uśmiechała się złośliwie, racja. Ale jej oczy były wilgotne. Nie rozumiałam jej. Przecież zawsze się przyjaźniłyśmy, ba! ja się z nią przyjaźniłam, nie miała innych koleżanek, dziewczyny z roku jej nie cierpiały.
Między innymi dlatego, że zajmowała wszystkich fajnych chłopców, z czasem nawet Neville'a. Nie wiedziałam co mam mówić, więc zamilkłam. Czekałam, aż Rudawa zacznie swą niekończącą się opowieść, w której oskarża mnie na wszystkie problemy swojego życia.
Szkoda, że nie wzięłam popcornu.
- No dajesz.
Ruda odchrząknęła sobie.
- Pamiętam czasy, kiedy oddałam się pamiętnikowi Riddle'a. To Harry mnie uratował. Nie ciebie, mnie.
- No raczej! Nawet kiedy zobaczyłabym ten dziennik nie byłabym taka...
- Mam opowiadać, czy nie? - zapytała głośno.
- Dawaj.
- Byłam wtedy nim mocno zauroczona. Liczyłam, że w 4 klasie, w mojej 3, zabierze mnie na Bal Bożonarodzeniowy. Myliłam się. Przez długi czas myślałam tylko o tym, że jesteś jego jedyną damską przyjaciółką. Myliłam się, ty wolałaś Kruma, w tym Cię podziwiam, wyrwałam wielu facetów, ale mistrza sportu? Jeszcze nie... - dodała cicho. - No więc, wracając do historii, chciałam sprawdzić, czy wziął na bal ciebie, całe szczęście - nie. Dlatego wybrałam się z ... - tu udała, że wymiotuję - Longbottom'em.
- CO Ci się nie podoba w Neville'u? - zapytałam, a ta zgorzkniała jędza zignorowała moje pytanie.
- Widziałam Cię z Krumem, ale zobaczyłam też smutek Rona. Mojego brata.
- On już Cię nie chcę, nie wiem czemu, nie chcę Cię w rodzinie.
- Wiem. Może poczekałabyś, żebym do tego doszła, co, Hermiono?
- Jasne. - mruknęłam wpatrując się w Rudą.
- Było mi go żal. On.. On cię kochał.. Nadal kocha.
Coś mnie ukuło. Ron. Mój przyjaciel. Moim chłopakiem? Naprawdę? To jakiś żart?
Jeśli tak, to nieudany.
- Tak nieszczęśliwie Cię kocha.. A ty, cóż, wolisz Wybrańca, który przeznaczony jest MI!
- Ginny, ja.. Nie kocham Ronalda, znaczy, jak wiesz... Przyjaciela. Harry'ego też. Lecz jedno jest dla mnie niepojęte. Dlaczego w tym roku postanowiłaś spotykać się z Zachariaszem? Rok temu z nim nie byłaś, prawda?
- Prawda. W sumie, Ron nie cierpi Riaszka..
- Czemu mówisz na niego Riaszek skoro twoje serce rzekomo należy do Wybrańca?
- Bo jest.. Taki czuły, taki nieobojętny... taki..
- GINNY! Przestań, proszę. Natychmiast. CO ty gadasz? Chcesz startować na dwa fronty? To żałosne.
- Możliwe! Co Ci do tego i tak wolisz Malfoy'a!
- ZWARIOWAŁAŚ?! - zareagowałam szybko. - Ginny, chciałam z tobą spokojnie porozmawiać, ale ty zwariowałaś!
- Wyjdź stąd ! - ryknęła! - WON!
- Ginny, nie chcę przez ciebie cierpieć. Jak ty się zachowujesz? Najchętniej poszłabyś się przespać z nauczycielami, żeby podwyższyć oceny!
- Skąd wiesz, że jeszcze tego nie robię? - zapytała złośliwie.
IDIOTKA.
- IDIOTKA! - krzyknęłam. - Nie masz się czym chwalić! Idę stąd.
Powiedziałam, trzasnęłam drzwiami od dormitorium i położyłam się do łóżka. W uszach słyszałam tylko szum mojej krwi i bicie serca. Moim ciałem targała złość. Wywijałam się na wszystkie strony. Nagle wzdrygnęłam się. Na szczęście to tylko Fay, która wróciła z nocnych gargulków, chrapnęła głośno.
Zasnęłam.
***
Stałam w prześlicznej szmaragdowozielonej sukni po kostki. Musnęłam swoje włosy. Były zakręcone w duże, staromodne pukle. Uśmiechnęłam się. Nie wiedziałam czemu. Dopiero po chwili domyśliłam się czemu obdarzyłam białą nicość swoim uśmiechem. Ku mojemu zdziwieniu z bieli wyłonił się blady jak tło chłopak, o szarych, zimnych oczach i platynowych włosach. Uśmiechnął się. Nigdy nie widziałam jego uśmiechu, pozbawionego tego oczywistego grymasu. Podszedł do mnie i złapał mnie za rękę. Spojrzałam mu w oczy. Oj tak, tak cudownie.
- Pocałuj mnie. - powiedział, a jego głos wywołał u mnie dreszcze.
Złapał mnie za talie. Przybliżył swoje usta do moich. Czułam jego ciepło. Jego język, tak wilgotny, tak cudownie łączył się z moim. Przestał. Wgryzał się w moje wargi delikatnie. Wbił zęby w moją szyję, ale nie sprawiało mi to bólu, wręcz przeciwnie - przyjemność.
- Miona.. - szeptał. - Mionna..
- Słucham? - pytałam dla żartu.
Nie zwróciłam uwagi, że już leżeliśmy na podłodze. W prawdzie chłodnej, ale ciepło Dracona dawało mi się we znaki.
- Hermiono, przestań. - krzyczał. Nie wiedziałam o co chodzi. - Przestań.
***
- Przestań, Hermiooona! - krzyczała Lavender.
To był tylko sen.
***
Wybaczcie, że taki krótki rozdział, ale tak się domagacie ;*.
- Ginny, ja .. nie chcę nawet z tobą tak gadać! - krzyknęłam.
- To TY chciałaś, bym opowiedziała Ci to, co czuję, więc wychodząc teraz zranisz mnie. - Powiedziała powoli.
- TY raczej ranisz mnie! Jak w ogóle możesz mówić, że twoje problemy są przeze mnie, jak jako jedyna zawsze towarzyszę Ci... ZAWSZE.
- Ty tak myślisz. Ja widzę to inaczej. - powiedziała patrząc się w ogień. Uśmiechała się.
Rozejrzałam się po pokoju. Obrazy smacznie chrapały. Czułam się żałośnie. Złapałam się za głowę dwoma rękami i potrząsnęłam ją gwałtownie.
- No dobra, mów.
Ruda odwróciła się do mnie z prędkością światła. Teraz dojrzałam jej twarz w pełni, nie z profilu. Uśmiechała się złośliwie, racja. Ale jej oczy były wilgotne. Nie rozumiałam jej. Przecież zawsze się przyjaźniłyśmy, ba! ja się z nią przyjaźniłam, nie miała innych koleżanek, dziewczyny z roku jej nie cierpiały.
Między innymi dlatego, że zajmowała wszystkich fajnych chłopców, z czasem nawet Neville'a. Nie wiedziałam co mam mówić, więc zamilkłam. Czekałam, aż Rudawa zacznie swą niekończącą się opowieść, w której oskarża mnie na wszystkie problemy swojego życia.
Szkoda, że nie wzięłam popcornu.
- No dajesz.
Ruda odchrząknęła sobie.
- Pamiętam czasy, kiedy oddałam się pamiętnikowi Riddle'a. To Harry mnie uratował. Nie ciebie, mnie.
- No raczej! Nawet kiedy zobaczyłabym ten dziennik nie byłabym taka...
- Mam opowiadać, czy nie? - zapytała głośno.
- Dawaj.
- Byłam wtedy nim mocno zauroczona. Liczyłam, że w 4 klasie, w mojej 3, zabierze mnie na Bal Bożonarodzeniowy. Myliłam się. Przez długi czas myślałam tylko o tym, że jesteś jego jedyną damską przyjaciółką. Myliłam się, ty wolałaś Kruma, w tym Cię podziwiam, wyrwałam wielu facetów, ale mistrza sportu? Jeszcze nie... - dodała cicho. - No więc, wracając do historii, chciałam sprawdzić, czy wziął na bal ciebie, całe szczęście - nie. Dlatego wybrałam się z ... - tu udała, że wymiotuję - Longbottom'em.
- CO Ci się nie podoba w Neville'u? - zapytałam, a ta zgorzkniała jędza zignorowała moje pytanie.
- Widziałam Cię z Krumem, ale zobaczyłam też smutek Rona. Mojego brata.
- On już Cię nie chcę, nie wiem czemu, nie chcę Cię w rodzinie.
- Wiem. Może poczekałabyś, żebym do tego doszła, co, Hermiono?
- Jasne. - mruknęłam wpatrując się w Rudą.
- Było mi go żal. On.. On cię kochał.. Nadal kocha.
Coś mnie ukuło. Ron. Mój przyjaciel. Moim chłopakiem? Naprawdę? To jakiś żart?
Jeśli tak, to nieudany.
- Tak nieszczęśliwie Cię kocha.. A ty, cóż, wolisz Wybrańca, który przeznaczony jest MI!
- Ginny, ja.. Nie kocham Ronalda, znaczy, jak wiesz... Przyjaciela. Harry'ego też. Lecz jedno jest dla mnie niepojęte. Dlaczego w tym roku postanowiłaś spotykać się z Zachariaszem? Rok temu z nim nie byłaś, prawda?
- Prawda. W sumie, Ron nie cierpi Riaszka..
- Czemu mówisz na niego Riaszek skoro twoje serce rzekomo należy do Wybrańca?
- Bo jest.. Taki czuły, taki nieobojętny... taki..
- GINNY! Przestań, proszę. Natychmiast. CO ty gadasz? Chcesz startować na dwa fronty? To żałosne.
- Możliwe! Co Ci do tego i tak wolisz Malfoy'a!
- ZWARIOWAŁAŚ?! - zareagowałam szybko. - Ginny, chciałam z tobą spokojnie porozmawiać, ale ty zwariowałaś!
- Wyjdź stąd ! - ryknęła! - WON!
- Ginny, nie chcę przez ciebie cierpieć. Jak ty się zachowujesz? Najchętniej poszłabyś się przespać z nauczycielami, żeby podwyższyć oceny!
- Skąd wiesz, że jeszcze tego nie robię? - zapytała złośliwie.
IDIOTKA.
- IDIOTKA! - krzyknęłam. - Nie masz się czym chwalić! Idę stąd.
Powiedziałam, trzasnęłam drzwiami od dormitorium i położyłam się do łóżka. W uszach słyszałam tylko szum mojej krwi i bicie serca. Moim ciałem targała złość. Wywijałam się na wszystkie strony. Nagle wzdrygnęłam się. Na szczęście to tylko Fay, która wróciła z nocnych gargulków, chrapnęła głośno.
Zasnęłam.
***
Stałam w prześlicznej szmaragdowozielonej sukni po kostki. Musnęłam swoje włosy. Były zakręcone w duże, staromodne pukle. Uśmiechnęłam się. Nie wiedziałam czemu. Dopiero po chwili domyśliłam się czemu obdarzyłam białą nicość swoim uśmiechem. Ku mojemu zdziwieniu z bieli wyłonił się blady jak tło chłopak, o szarych, zimnych oczach i platynowych włosach. Uśmiechnął się. Nigdy nie widziałam jego uśmiechu, pozbawionego tego oczywistego grymasu. Podszedł do mnie i złapał mnie za rękę. Spojrzałam mu w oczy. Oj tak, tak cudownie.
- Pocałuj mnie. - powiedział, a jego głos wywołał u mnie dreszcze.
Złapał mnie za talie. Przybliżył swoje usta do moich. Czułam jego ciepło. Jego język, tak wilgotny, tak cudownie łączył się z moim. Przestał. Wgryzał się w moje wargi delikatnie. Wbił zęby w moją szyję, ale nie sprawiało mi to bólu, wręcz przeciwnie - przyjemność.
- Miona.. - szeptał. - Mionna..
- Słucham? - pytałam dla żartu.
Nie zwróciłam uwagi, że już leżeliśmy na podłodze. W prawdzie chłodnej, ale ciepło Dracona dawało mi się we znaki.
- Hermiono, przestań. - krzyczał. Nie wiedziałam o co chodzi. - Przestań.
***
- Przestań, Hermiooona! - krzyczała Lavender.
To był tylko sen.
***
Wybaczcie, że taki krótki rozdział, ale tak się domagacie ;*.
wtorek, 2 kwietnia 2013
Sorry :c
Boże, przepraszam najmocniej, ale nie oriętuję się w komentarzach i cholera 2 usunęłam x.x
Boże, przepraszam dziewczyny! ;* Wstyd mi, naprawdę, naprawdę ;c.
Już jutro opublikuję kolejną część, obiecuję, ale wiecie - nauka :c.
Boże, przepraszam dziewczyny! ;* Wstyd mi, naprawdę, naprawdę ;c.
Już jutro opublikuję kolejną część, obiecuję, ale wiecie - nauka :c.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

